Jest coś jeszcze.
Myślę, że ktoś ma dostęp do mojego telefonu.
Wczoraj kupiłem nowy za gotówkę.
Piszę to zanim spróbuję skontaktować się z Marco.
Już nie ufam Danielowi.
Ale nie wiem, czy Daniel jest osobą stojącą za tym.
To właśnie mnie przeraża.
Bo dziś wieczorem powiedział coś dziwnego.
Powiedział: „Luke nie ma pojęcia, przed czym chronił go ojciec”.
Twój ojciec nie żyje od sześciu lat.
Dlaczego Daniel teraz o nim mówi?
Powoli złożyłem list.
Mój ojciec.
Samuel Mercer nie żył już od sześciu lat, a mimo to wciąż potrafił zdominować każde pomieszczenie, w którym wypowiadano jego imię.
Był genialny.
Wymagający.
Hojny, choć próbował to ukryć.
Był zimny w sposób, którego wcale nie starał się ukryć.
Daniel go uwielbiał.
Większość młodości spędziłem próbując przed nim uciec.
Nasza ostatnia rozmowa miała miejsce w prywatnym pokoju szpitalnym i dotyczyła kłótni.
Zmarł następnego ranka.
Nigdy nie powiedziałem Elenie, o co się pokłóciliśmy.
„Marco.”
“Tak.”
„Znajdź Daniela.”
Sięgnął po telefon.
Złapałem go za nadgarstek.
“Cicho.”
Jego wzrok powędrował na moją dłoń.
Uwolniłem go.
„Żadnych konfrontacji” – powiedziałem. „Żadnych założeń. Chcę usłyszeć, jak to wyjaśnia”.
Marco przyglądał mi się przez dłuższą chwilę.
„To pierwsza rozsądna rzecz, jaką powiedziałeś dziś wieczorem.”
Normalnie bym odpowiedział.
Nie miałem siły.
Marco wyszedł na korytarz, żeby wykonać swoje telefony.
Siedziałem sam na sam z Eleną.
Złość zniknęła szybciej niż się spodziewałem.
Na jego miejsce przyszło coś gorszego.
Wina.
Zajmowała każdą wolną przestrzeń.
Pochyliłem się do przodu, opierając przedramiona na kolanach.
“Przepraszam.”
Elena się nie ruszyła.
„Myślałem, że cię chronię.”
Zdanie to brzmiało żałośnie, gdy wypowiedziano je na głos.
Spojrzałem na siniaki na jej nadgarstku.
„Sprawiłem, że uwierzyłeś, że przestałem cię kochać”.
Ścisnęło mnie w gardle.
„Myślałem, że będziesz na tyle wściekły, żeby odejść. Myślałem, że gniew powstrzyma cię przed oglądaniem się za siebie.”
Jej palce się poruszyły.
Zamarłem.
„Elena?”
Nic.
Wyciągnąłem rękę w jej stronę, ale się zatrzymałem.
Przez cztery lata dotykanie Eleny było instynktem.
Dłoń na jej plecach w zatłoczonym pomieszczeniu.
Moje palce musnęły jej ramię, gdy przechodziłem za jej krzesłem.
Jej bosa stopa przy mojej kostce, gdy czytamy w łóżku.
Teraz nie wiedziałem, czy mam do tego prawo.
Opuściłem rękę.
Wspomnienie przybyło bez pozwolenia.
Nasza druga rocznica.
Elena boso w kuchni o drugiej w nocy, ubrana w jedną z moich koszul i próbująca upiec ciasto, ponieważ nasz lot powrotny z Londynu został opóźniony.
Ciasto zapadło się w środku.
Zajrzała do piekarnika.
„Nic nie mów.”
„Nie zrobiłem tego.”
„Twoja twarz mówi.”
„Co to mówi?”
„Że poślubiłeś niekompetentną kobietę.”
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






