Słowa przyszły mi do głowy, ale je połknęłam.
Były za ciężkie.
Poniewczasie.
Zbyt samolubne.
Więc powiedziałem jedyną prawdę, na której głoszenie miałem prawo.
„Bo nie powinieneś walczyć sam”.
Oczy Mai złagodniały, a potem zamknęły się.
Przez chwilę wyglądała na tak zmęczoną, że bałem się, iż zniknie tuż przede mną.
Test miał się odbyć tego samego popołudnia.
Pielęgniarka pobrała mi krew w małym pokoju, w którym unosił się delikatny zapach antyseptyku i kawy. Patrzyłam, jak ciemnoczerwona kreska wypełnia rurkę, i myślałam o dziwnym okrucieństwie ludzkiego ciała, o tym, jak coś tak zwyczajnego jak krew może stać się polem bitwy.
Potem wróciłem na oddział Mai.
Leżała w łóżku przy oknie, twarzą zwrócona w stronę miasta.
W pokoju były jeszcze trzy łóżka, ale tylko jedno zajmowała starsza kobieta śpiąca pod różowym kocem. Zasłony lekko odsunęły się od kratki wentylacyjnej.
Maya nie odwróciła się, gdy wszedłem.
„Powinieneś odwiedzić swojego przyjaciela” – powiedziała.
Zupełnie zapomniałem o Rohicie.
Znów poczułem się winny.
„Zadzwonię do niego.”
„Przeszedł operację”.
„Ma przy sobie żonę.”
Ona milczała.
Potem powiedziała: „Zawsze miałeś odpowiedź, kiedy chciałeś uniknąć odejścia”.
Prawie się uśmiechnąłem.
Prawie.
„Zasłużyłem na to.”
„Tak” – powiedziała. „Zrobiłeś to.”
Przysunąłem krzesło do jej łóżka.
Przez długi czas żadne z nas się nie odzywało.
Na zewnątrz deszcz zaczął uderzać o szybę.
Zauważyłem małą płócienną torebkę na stoliku nocnym. W środku znajdowała się szczoteczka do zębów, grzebień, którego już nie potrzebowała, zniszczona powieść w miękkiej oprawie i oprawione zdjęcie odwrócone ekranem do dołu.
Wiedziałem zanim jeszcze dotknąłem.
Mimo wszystko po niego sięgnąłem.
Ręka Mai nagle się poruszyła.
„Nie.”
Zatrzymałem się.
„Proszę” – powiedziała.
Cofnąłem rękę.
Ale nie wcześniej, niż zobaczyłem krawędź obrazu.
Było to w naszą trzecią rocznicę ślubu.
Maya w żółtym sari.
Ja obok niej, uśmiechający się jak człowiek, który nie miał pojęcia, że szczęście może się skończyć.
Coś utknęło mi w gardle.
„Zachowałeś to.”
Odwróciła wzrok.
„Zapomniałem, że tam jest.”
Oboje wiedzieliśmy, że kłamie.
Wieczór minął powoli.
Przyszła pielęgniarka, żeby zmienić jej kroplówkę.
Maya skrzywiła się, ale nie narzekała.
Zobaczyłem maleńkie siniaki na jej ramionach, niektóre zielone, niektóre fioletowe, niektóre bladożółte. Każdy z nich wydawał się dowodem przeciwko mnie.
Kiedy pielęgniarka odeszła, Maya zamknęła oczy.
Myślałem, że zasnęła, dopóki się nie odezwała.
„Pamiętasz noc po drugim poronieniu?”
Moje ciało zesztywniało.
Oczywiście, że pamiętałem.
Nie do końca.
Szczerze mówiąc, nie.
Pamiętałem fragmenty.
Pokój szpitalny.
Maya płacze cicho w poduszkę.
Moja bezradność przerodziła się w frustrację, ponieważ nie wiedziałam, co zrobić z bólem, którego nie mogłam uleczyć.
„Pamiętam” – powiedziałem.
„Nie wróciłeś do domu aż do północy następnego dnia.”
Zamknąłem oczy.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






