„Mecz?”
„Bardzo blisko. Potrzebujemy dodatkowego potwierdzenia, ale to jest… nieoczekiwane.”
Moje kolana niemal się pode mną ugięły.
Usiadłem na schodach.
„Czy mogę przekazać darowiznę?”
„Jeśli wyniki testów potwierdzających będą pozytywne i przejdziesz badania przesiewowe, tak. Omówimy szczegółowo ryzyko i procedury”.
Przyłożyłem dłoń do ust.
Wyrwał mi się śmiech, przerywany i niedowierzający.
„Dziękuję” – wyszeptałem.
Kiedy powiedziałem o tym Mai, patrzyła na mnie w milczeniu.
Żadnej radości.
Żadnej ulgi.
Tylko strach.
„Nie” – powiedziała.
„Maya—”
“NIE.”
„To może uratować ci życie”.
„To może ci zaszkodzić.”
„Jestem zdrowy.”
„Istnieją ryzyka”.
“Ja wiem.”
„Jeszcze nic nie wiesz.”
„Wtedy się nauczę.”
Jej oddech przyspieszył.
„Nie możesz się tak po prostu zjawiać i narażać dla mnie swojego życia.”
„To nie twoja decyzja.”
Jej twarz się napięła.
„A moje ciało nie jest twoim powodem do poczucia winy”.
Wzdrygnąłem się.
Od razu pożałowała, ale nie przeprosiła.
Może dlatego, że część jej tak właśnie myślała.
„Nie robię tego, żeby wymazać to, co się stało” – powiedziałem cicho.
„Dlaczego więc?”
Podszedłem bliżej.
„Bo mimo wszystko, twoje życie jest dla mnie ważniejsze niż moja wygoda”.
Długo mi się przyglądała.
Potem szepnęła: „To brzmi zbyt podobnie do miłości”.
Nie mogłem oderwać wzroku.
“To jest.”
W pokoju zapadła cisza.
Jej usta lekko się rozchyliły.
Wyobrażałem sobie, że mógłbym wypowiedzieć te słowa na sto różnych sposobów.
W naszej starej kuchni.
Na progu wynajętego pokoju.
W liście.
We śnie.
Nigdy tutaj, pod świetlówkami szpitalnymi, z lekarstwem wlewanym do żył.
Odwróciła twarz.
„Nie mów tak.”
“Dlaczego?”
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






