Zoe przyjrzała się jej.
Następnie sięgnęła do kieszeni piżamy i wyciągnęła kolejny złożony rysunek.
„Ja też ją widziałam” – szepnęła.
Otworzyła.
Na zdjęciu widać Elenę stojącą trzy noce wcześniej przy bramie i rozmawiającą z Marco.
Ale za nimi, ledwo widoczna spod grubej, czarnej kredki, stała inna postać.
Mężczyzna o srebrnych włosach.
W jednej ręce trzymał laskę.
Drugi nosił duży pierścień z herbem Romano.
Zatrzymałem oddech.
Tylko jeden mężczyzna posiadał ten pierścień.
Mój ojciec.
„Powiedział złemu człowiekowi, gdzie jest książka” – powiedziała Zoe.
Wpatrywałem się w rysunek.
„To niemożliwe.”
Zoe wskazała na postać o srebrnych włosach.
„Wrócił do środka, gdy wszyscy poszli spać.”
Elena zbladła.
„Co powiedział?” zapytała.
Dolna warga Zoe zadrżała.
„Powiedział, że pan Romano nigdy nie będzie mógł się dowiedzieć, że żyje.”
W tunelu zapadła cisza.
Wtedy, gdzieś pod kaplicą, odbił się echem od kamienia głos starszego mężczyzny.
„Antonio.”
Krew mi zamarzła.
Znałem ten głos.
Słyszałem, jak dowodził armiami, potępiał wrogów i szeptał moje imię przy szpitalnym łóżku tej nocy, kiedy rzekomo umarł.
Głos mojego ojca.
„Zejdź, synu” – zawołał. „Czas, żebyś dowiedział się, kto cię naprawdę zdradził”.
NIEŻYWY DON NIGDY NIE UMARŁ — A RYSUNEK KREDKAMI DZIEWCZYNKI BYŁ JEDYNYM, CO MÓGŁO NAS URATOWAĆ
CZĘŚĆ 3 — GŁOS POD KAPLICZKĄ
Głos mojego ojca wzniósł się przez kamienny korytarz niczym coś wyciągniętego z grobu.
„Zejdź, synu.”
Przez pięć lat żyłem ze wspomnieniem tego głosu słabnącego w szpitalnej sali. Patrzyłem, jak jego klatka piersiowa zastyga w bezruchu. Dotykałem jego zimnej dłoni. Stałem przy jego zamkniętej trumnie, podczas gdy najgroźniejsi ludzie Chicago pochylali głowy.
A teraz znajdował się pod moją rezydencją.
Żywy.
Zoe mocniej zacisnęła ramiona wokół mojej szyi.
„Czy to ten mężczyzna z mojego zdjęcia?” wyszeptała.
Nie mogłem odpowiedzieć.
Elena stała kilka kroków niżej ode mnie, z twarzą pozbawioną krwi w słabym świetle awaryjnym. Lily opierała się o ścianę, walcząc o przytomność.
Korytarz kończył się żelaznymi drzwiami, których nigdy wcześniej nie widziałem.
Elena przyłożyła dłoń do ukrytego panelu. Metal kliknął i drzwi otworzyły się do środka.
Za nim znajdowała się okrągła komnata.
Wokół kamiennego stołu płonęły świece. Ściany pokrywały stare mapy. Drewniane półki zapełnione były radiami, bronią, paszportami i stosami dokumentów. To nie był skarbiec.
To było centrum dowodzenia.
A w jego centrum siedział mój ojciec.
Vittorio Romano wydawał się starszy, szczuplejszy i o wiele groźniejszy niż mężczyzna, którego pamiętałem. Srebrne włosy opadały na kołnierzyk jego czarnego garnituru. Obok niego leżała laska, choć jego postawa pozostała wyprostowana. Na jego prawej dłoni lśnił pierścień Romano, który wyciągnęła Zoe.
Jego wzrok utkwiony był we mnie.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






