Zniżyłem się, aż moja twarz znalazła się na poziomie jej twarzy.
„Posłuchaj mnie uważnie” – powiedziałem. „Nie zrobiłeś nic złego”.
Jej oczy szukały moich.
„Czy mam kłopoty?”
“NIE.”
„But jest zniszczony.”
„Mam więcej butów.”
Jej usta rozchyliły się ze zdziwienia.
Delikatnie wziąłem rysunek kredką z jej dłoni. Nawet w ciemności wciąż widziałem każdy szczegół: moją żelazną bramę, mężczyznę z długą czarną bronią i wściekły czerwony krzyżyk wydrapany na jego twarzy.
Marco Bellini.
Mój szef ochrony.
Człowiek, który chronił moje plecy przez siedem lat.
Mężczyzna, który wyciągnął mnie z płonącego magazynu na Brooklynie.
Mężczyzna, który stał przy grobie mojej matki i przysiągł, że prędzej umrze, niż zdradzi rodzinę Romano.
Teraz stał przed moją bramą w towarzystwie uzbrojonych ludzi i czekał, aż wrócę do domu zgodnie z planem.
Z tą różnicą, że wróciłem wcześniej.
I widziała go sześcioletnia dziewczynka.
„Ilu mężczyzn towarzyszyło temu złemu człowiekowi?” zapytałem.
Zoe spojrzała w stronę okna.
„Trzy przy bramie” – wyszeptała. „Ale przy różach były jeszcze dwie”.
Róże rosły pod skrzydłem wschodnim.
Bezpośrednio pod pokojem jej matki.
Mój wyraz twarzy stwardniał.
„Czy cię widzieli?”
Szybko pokręciła głową. „Chowałam się za zasłoną”.
„Czy Marco powiedział coś jeszcze?”
„Nie znam jego imienia.”
„Człowiek, którego narysowałeś.”
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






