Każdy, kto naruszył zasady kodeksu, nie otrzymał drugiego ostrzeżenia.
Lily sięgnęła pod poduszkę i wyjęła złożoną kartkę.
„Zapisałam wszystko. Imiona. Daty. Numer ukrytego telefonu. Nie wiedziałam, komu mogę zaufać”.
Wziąłem papier.
Jej pismo było niepewne, ale szczegółowe.
Marco.
Elena.
Vescari.
Samuel DeLuca.
Nazwisko mojego prawnika pojawiło się dwukrotnie.
Zdrada miała większe rozmiary, niż sobie wyobrażałem.
„Jak Zoe widziała Marco na zewnątrz?”
Spojrzenie Lily powędrowało w stronę łazienki.
„Nie mogła spać. Słyszała mężczyzn przy oknie i patrzyła przez zasłonę. Narysowała to, co zobaczyła, bo powiedziałem jej, żeby nigdy o nich nie mówiła”.
„A gorączka?”
„Nie wiem”. Lily z trudem przełknęła ślinę. „Stało się to nagle po obiedzie”.
„Co jadłeś?”
„Zupa z kuchni.”
„Kto to przyniósł?”
Jej wyraz twarzy uległ zmianie.
„Panna Moretti.”
Zatruć.
Za mało, żeby zabić od razu.
Wystarczająco, by osłabić ją przed atakiem.
Elena chciała, żeby świadek był bezradny.
Być może planowała zrzucić winę za śmierć Lily na chorobę po tym, jak rezydencja zmieniła właściciela.
Podszedłem do telefonu znajdującego się przy łóżku.
Martwy.
Moje radio osobiste emitowało jedynie szumy.
Zdrajcy całkowicie odizolowali dom.
Ale zapomnieli o jednym.
Mój ojciec ufał elektryczności jeszcze mniej niż ludziom.
Pod materacem w każdej sypialni rodzinnej znajdował się ręczny kabel alarmowy podłączony do starego systemu dzwonkowego w portierni. Nie był używany od dziesięcioleci, ale jeśli Marco o nim nie wiedział, jedno pociągnięcie mogło ostrzec nielicznych strażników, którzy pozostali lojalni.
Sięgnąłem pod ramę łóżka.
Moja ręka natrafiła na żelazny pierścień.
Pociągnąłem.
Nic.
Pociągnąłem jeszcze raz.
Kabel został przecięty.
Lily patrzyła na mnie.
„Co robimy?”
Z korytarza dobiegł głos.
“Lilia?”
Elena.
Jej ton był łagodny i zatroskany.
Weszła zanim zdążyłem dojść do drzwi.
Przez chwilę nikt z nas się nie poruszył.
Elena miała na sobie czerwoną jedwabną sukienkę pod czarnym płaszczem. Jej kasztanowe włosy idealnie opadały na ramiona. Na jej szyi lśniły diamenty.
A pierścionek mojej babci pozostał na jej palcu.
Najpierw spojrzała na Lily.
A potem na mnie.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






