REKLAMA

Dziewczynka wysłała SMS-a o treści „On uderza moją mamę w ramię” pod zły numer — Hell’s Angel odpowiedział: „Już jadę”.

REKLAMA
Dziewczynka wysłała SMS-a o treści „On uderza moją mamę w ramię” pod zły numer — Hell's Angel odpowiedział: „Już jadę”.
REKLAMA

Sara jęknęła.

Ledwie.

Meera to usłyszała. Podniosła gwałtownie głowę. „Mamo?”

„Karetka będzie za pięć minut” – powiedział Gunner.

Pięć minut wydaje się wiecznością, kiedy masz dziewięć lat i podłoga zdaje się pochłaniać twoją matkę.

Więc nie dawałem Meerze spokoju.

„Opowiedz mi o swojej mamie” – powiedziałem cicho. „Co ona lubi?”

Meera bez namysłu wytarła nos o moją kamizelkę. „Naleśniki” – wyszeptała. „W niedziele. Celowo przypala pierwszy”.

„Celowo?” – zapytałem, chociaż rozumiałem, co miała na myśli.

Meera skinęła głową. Na jej twarzy pojawił się delikatny uśmiech niczym zapałka migocząca w deszczu. „Mówi, że pierwszy naleśnik przynosi pecha. A potem reszta jest dobra”.

Przełknęłam ślinę.

Ponieważ pierwszy naleśnik już się dziś spalił.

Rozdział 3: Syreny, świetlówki i spojrzenia, jakie rzucają nam ludzie

Kiedy przybyli ratownicy medyczni, dom nagle wypełnił się ożywionymi głosami i medycznym żargonem. Sarah została ustabilizowana, ułożona na noszach i wyniesiona w noc w świetle migających świateł.

Meera rozpaczliwie próbowała podążyć za nim.

Złapałem ją, zanim zdążyła pobiec w stronę noszy. Ważyła prawie tyle, co nic. To właśnie boli w dzieciach: jakie są małe w porównaniu z tym, jak ogromny potrafi być ich strach.

„Idziesz” – powiedziałem jej. „Nie zostaniesz w tyle”.

„Ale karetka…” wyjąkała.

„Pójdziemy za nim” – powiedziałem. „Zaraz za nim”.

Spojrzała na mój motocykl, stojący na zewnątrz, a potem z powrotem na mnie. „Nigdy… nigdy na nim nie jechałam”.

„To nie jest przejażdżka dla przyjemności” – powiedziałem jej delikatnie. „Ale będziesz bezpieczna. Przytul się do mnie. Rozumiesz?”

Skinęła głową, jakby zawierała najpoważniejszą umowę w swoim życiu.

Wyjęliśmy zapasowy kask z sakwy Chainsa. Był za duży, ale lepszy rydz niż nic. Ponownie owinąłem ją swoim cięciem i ostrożnie ułożyłem przed sobą, między ramionami.

Podróż do szpitala St. Helena była szybka i mroźna, silniki ryczały na ulicach, które spały, jakby nic złego się nie stało.

Małe rączki Meery mocno trzymały moje nadgarstki.

Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!

REKLAMA
REKLAMA