Wszystko, co do mnie mówił, wchodziło mi jednym uchem, a wychodziło drugim. Przypominało mi nauczycieli z kreskówki Charlie Brown. Tylko mamrotane głosy. To nie miało dla mnie sensu. W końcu udało im się ją ustabilizować po tym, co wydawało się wiecznością. Lekarz zapytał, czy chciałabym wyjść z pokoju, ale odmówiłam. Nie odchodziłam od niej. Później pamiętam, jak siedziałam z mężem w szpitalnej stołówce i szlochałam. Jak to wszystko mogło się wydarzyć tak szybko? Czy nasze życie kiedykolwiek będzie takie samo? Jak sobie z tym poradzimy? Czy Eve przeżyje? To była po prostu przytłaczająca fala emocji. Niepewność, czy dziecko przeżyje, to najbardziej niezapomniane, rozdzierające serce uczucie. Chciałam po prostu zabrać od niej cały ból i cierpienie. Ella była domem, którym opiekowała się moja siostra i wiedzieliśmy, że jest w dobrych rękach. Kiedy stan Eve był wystarczająco stabilny, mój mąż i ja zaczęliśmy nasze przerażające zmiany na zmianę między bliźniętami.

Eve była w stanie przyjmować tylko kilka ml płynów dziennie przez sondę. Podłączono ją do tylu maszyn i urządzeń, że mogę policzyć na palcach obu rąk. Krótko po operacji jelit wystąpiły u niej liczne powikłania, w tym ciężki wstrząs septyczny, który doprowadził również do niewydolności nerek i wątroby. Była bardzo chora. Pamiętam, jak pytałam jednego z lekarzy, czy da sobie radę. Lekarz odpowiedział: „Miałem nadzieję, że łatwiej jej to przejdzie. Nie wygląda to najlepiej”. Wtedy znów się załamałam. Mój mąż musiał przyjechać i zająć moje miejsce w szpitalu. Był w domu, opiekując się bliźniaczką Eve, Ellą. Wróciłam do domu, żeby być z nią.
Około dwa tygodnie po operacji jelita u Eve u obu bliźniaczek zdiagnozowano rzadkiego raka oka znanego jako siatkówczak. Siatkówczak (Rb) to rzadka postać raka, która szybko rozwija się z niedojrzałych komórek siatkówki – tkanki oka reagującej na światło. U Eve zdiagnozowano chorobę w szpitalu, a u Elli wkrótce potem. Eve przeszła wiele tomografii komputerowych i rezonansów magnetycznych, gdy była w szpitalu, i w pewnym momencie lekarze podejrzewali u niej poważne uszkodzenie mózgu. W ten sposób wykryto guza siatkówczaka w jej oku. Kiedy nam o tym powiedziano, stało się to przez telefon. Naprawdę nie sądzę, żeby istniał DOBRY sposób na dowiedzenie się, że dziecko ma raka. Mój ojciec, ich dziadek, był z Eve, kiedy zadzwonił okulista i przekazał mi tę straszną wiadomość. Mój mąż i ja zmienialiśmy się na zmianę, raz będąc z Eve w szpitalu, a raz z Ellą w domu. Na szczęście mój ojciec był tak chętny, żeby być przy niej w tym czasie. Kiedy dowiedzieliśmy się o siatkówczaku Ewy, wiedzieliśmy, że musimy jak najszybciej zbadać Ellę. Zabrałam ją do Filadelfii na badanie wzroku. Wtedy znów byliśmy zdruzgotani wiadomością, że Ella ma guzy w OBU oczach. I znów każdego dnia docierały do nas druzgocące wieści. Kiedy w końcu będzie lepiej? Czy kiedykolwiek będzie lepiej? Za każdym razem, gdy otrzymywaliśmy straszne wieści, płakaliśmy bez końca. Czuliśmy się beznadziejnie, bezradni i kompletnie zagubieni. Byliśmy tak bardzo zdruzgotani, jak nasze bliźnięta. Nic już nigdy nie będzie takie samo. „Twoje bliźnięta mają raka”. Słowa lekarzy, których nigdy nie zapomnisz i które wciąż dźwięczą w twoich uszach każdego dnia.

Diagnoza Elli wymagała leczenia u dwóch różnych lekarzy w Filadelfii, ponad dwie godziny drogi od domu. Pamiętam, jak Ella miała pierwsze badanie w poniedziałek, a w środę wracaliśmy, żeby rozpocząć leczenie. To był trudny proces – podróż ponad dwie godziny, nie wiedząc, jak długo tam będziemy ani jak rozpocznie się leczenie. Podczas gdy Ella rozpoczynała pierwszą rundę chemioterapii, dowiedzieliśmy się, że Eve ma wsiąść do helikoptera i zostać przetransportowana do tego samego szpitala w Filadelfii. To takie trudne, gdy człowiek otrzymuje wiadomość, że jego dziecko ma zostać przetransportowane helikopterem, a on nawet nie może być z nim. Poczuliśmy się kompletnie bezradni. Spojrzeliśmy na siebie z mężem, nie mogąc znaleźć słów. Trzymałam męża za rękę, a on ściskał moją, a łzy spływały nam po policzkach. Lekarz próbował nas pocieszyć, ale nie daliśmy się pocieszyć. Dzień po dniu otrzymywaliśmy tylko okropne informacje i diagnozy dotyczące Elli i Eve. To wszystko było tak trudne do ogarnięcia, że czułam, jakbym nie mogła oddychać. Nie mieliśmy kontroli nad sytuacją. Ella potrzebowała sześciu rund tej okropnej chemioterapii, a potem bardzo się rozchorowała i straciła włosy. Wyraźnie pamiętam pierwszy dzień, kiedy dostała chemioterapię. Po prostu ją tuliłam i płakałam. Żaden rodzic nie chce patrzeć, jak jego dziecko cierpi.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






