Część 4
Rodzinna willa stała za palmami i czarną lawą, z szerokimi szklanymi drzwiami wychodzącymi na ocean i prywatnym basenem, który po zmroku lśnił na niebiesko. Pachniało polerowanym drewnem, drogim kremem do opalania i wilgotną słodyczą kwiatów, które najwyraźniej zostały odświeżone przed świtem.
Chloe weszła pierwsza i zaczęła przydzielać pokoje, jakby była właścicielką tego miejsca.
„Mama i tata na górze. Vance i ja oczywiście bierzemy apartament z widokiem na ocean. Harper, ty dostaniesz pokój przy patio.”
Pokój przy tarasie był mniejszy, ciemniejszy i znajdował się na tyle blisko szafy ze sprzętem basenowym, że mogłem słyszeć jego buczenie przez ścianę.
„U mnie działa” – powiedziałem.
To ją rozczarowało, co prawie sprawiło, że było warto.
W pokoju odłożyłem torbę podróżną i wyjąłem smukły, czarny tablet. Wydanie rządowe. Utwardzona obudowa. Bezpieczne środowisko. Wyglądał na tyle nudno, że znudziłby każdego cywila, co stanowiło część jego piękna. Zaniosłem go z powrotem do salonu, położyłem na stoliku kawowym z przyciemnionym, ale aktywnym ekranem, po czym przeciągnąłem się i powiedziałem: „Idę na spacer”.
Nikt mnie nie powstrzymał.
Plaża była prawie pusta. Pochodnie kurortu rzucały złote plamy na piasek, a za nimi wszystko mieniło się srebrzysto-niebieskim blaskiem księżyca. Fale nadchodziły powoli i równomiernie. W powietrzu unosiła się sól. Gdzieś dalej, w oddali, jakaś para cicho śmiała się na wietrze.
Szedłem, aż willa stała się tylko skupiskiem oświetlonych okien za palmami. Wtedy wyciągnąłem telefon i otworzyłem ekran tabletu.
Z tego kąta miałam przed sobą połowę salonu i stolik kawowy. Dźwięk odezwał się sekundę później – brzęk lodu w szklankach, ojciec otwierający minibar, obcasy Chloe na kafelkach.
Obserwowałem, jak Chloe zauważa tablet.
„Co to jest?” zapytała moja mama.
„Harper’s” – powiedziała Chloe.
Ekran rozjaśnił się pod jej dotykiem.
Chwilę później za nią pojawił się Vance z napiętą twarzą. „Zostaw to”.
Chloe roześmiała się, krucha i beztroska. „Jeśli zostawiła je otwarte, to jej problem”.
„To sprzęt wojskowy.”
„To tablet.”
„To jej tablet.”
To ją uciszyło na jakieś dwie sekundy.
Potem usiadła, przyciągnęła go bliżej i zerknęła w stronę holu, żeby się upewnić, że nie wrócę. „Jeśli będzie kontrola, będzie tutaj”.
Moje tętno pozostało wolne. Oto piękno dobrze zastawionej pułapki: cierpliwość załatwia resztę.
Vance czaił się za kanapą. „Nie bądź głupi”.
Przechyliła ekran, żeby go zobaczyć. „Przynieś laptopa”.
Zawahał się wystarczająco długo, by dać znać, że zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństwa, po czym zniknął w apartamencie i wrócił z samolotu tym samym czarnym samochodem.
Na moim telefonie ich odbicia przesuwały się niewyraźnie po ciemnym oknie za nimi. Za szybą ocean wydawał się czarny i bezkresny.
Tablet przyjął pierwszy dotyk Chloe dokładnie tak, jak został zaprojektowany — bez pytania o hasło, tylko konsola poleceń i małe, przyjemne pole wprowadzania danych, które sprawiało, że cywile myśleli, że są już w połowie wejścia.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






