Bernard wpatrywał się w fotografię.
„Clover, Chloe zniknęła trzy lata temu.”
“Ja wiem.”
„Ona już się ze mną nigdy nie skontaktowała”.
Przez kilka sekund żadne z nas się nie odzywało.
Bernard natychmiast chciał jechać do Chicago.
Namawiałem go, żeby się z niczym nie spieszył.
„Nawet nie wiemy, czy ona naprawdę jest Chloe”.
„Znam swoją żonę.”
„Ale coś w tym wyraźnie nie ma sensu”.
Bernard wstał.
„Czekałem trzy lata, aż coś zacznie mieć sens”.
Wyszedł sfrustrowany.
Następnego ranka próbowałem się do niego dodzwonić.
Brak odpowiedzi.
Około południa poczułem się na tyle nieswojo, że postanowiłem pojechać do jego domku.
Jego psy były w swoich wybiegach.
Ciężarówka Bernarda zniknęła.
Niedaleko bramy zauważyłem w trawie skórzany pasek od jego mosiężnego gwizdka.
Nosił ten gwizdek wszędzie ze sobą.
Podniosłem to.
I dokładnie wiedziałem, dokąd poszedł.
Chicago.
Poszedłem prosto do pana Vance’a.
Gdy wyjaśniłam mu, co się stało, zadzwonił do Javiera.
We trójkę pojechaliśmy do Chicago starym szkolnym pick-upem.
Dzwoniłem do Bernarda kilkakrotnie.
Brak odpowiedzi.
Kiedy dotarliśmy do mojej starej dzielnicy, było już ciemno.
Mark otworzył drzwi kilka minut po tym, jak zapukaliśmy.
Gdy mnie zobaczył, jego wyraz twarzy stwardniał.
„Co tu robisz?”
„Gdzie jest Bernard?”
„Nie znam żadnego Bernarda.”
Przez chwilę brzmiał przekonująco.
Wtedy zauważyłem coś na stole w przedpokoju.
Mosiężny gwizdek dla psów.
Przymocowany do zużytego skórzanego paska.
Bernarda.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






