— O Kubie?
— Tak.
— I?
— Nie robiła problemów. To nie był wielki romans, Marta.
— Nie minimalizuj.
— Nie próbuję.
— Kontynuuj.
— Hania urodziła się siedem miesięcy po naszym powrocie.
— I Agata nic ci nie powiedziała?
— Przez pierwszy rok nie.
— Dlaczego?
— Była zła. I chyba chciała sobie poradzić sama. Potem Hania zaczęła chorować. Nic poważnego, ale pojawiły się pytania lekarzy o historię rodzinną. Napisała do mnie.
— I wtedy dowiedziałeś się?
— Tak.
— Od razu uznałeś dziecko?
— Nie.
Spojrzał na ręce.
— Spotkałem się z Agatą. Potem jeszcze raz. Po kilku tygodniach formalnie uznałem ojcostwo.
— Jesteś wpisany jako ojciec?
— Tak.
Śmieszne.
Mój mąż przez sześć lat figurował w urzędowym dokumencie jako ojciec drugiego dziecka.
A ja nie wiedziałam.
— Jak mogłam nigdy nie zobaczyć dokumentów?
— Nie przychodziły do domu.
— Alimenty?
— Nie przez sąd. Ustaliliśmy między sobą.
— Ile?
Zawahał się.
— Najpierw tysiąc dwieście. Potem półtora. Teraz dwa tysiące.
— Miesięcznie?
— Tak.
— Z czego?
Znów milczenie.
— Paweł.
— Częściowo z moich premii.
— Częściowo.
— Przez konto mamy.
Teraz zrozumiałam.
— Jak?
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!





