To wystarczyło.
Wyszedłem bocznymi drzwiami, gdy goście wciąż pili szampana. Nathan poszedł za mną na parking.
„Proszę, nie odchodź w ten sposób.”
Odwróciłem się.
“Zostawać.”
“Co?”
„Zostań tutaj. Tym razem nie decyduj, co będzie dalej”.
Zatrzymał się.
Wyciągnąłem rękę. „Daj mi adres jej babci”.
Jego twarz się ściągnęła. „Sophie nie jest gotowa”.
„Podjąłeś zbyt wiele decyzji za innych ludzi.”
„Ona mogłaby cię znienawidzić.”
„Może. Ale to ona decyduje – nie ty.”
Przyglądał mi się przez dłuższą chwilę, po czym odblokował telefon.
Babcia Sophie mieszkała dwadzieścia minut drogi stąd.
Pojechałam tam w sukni ślubnej, a pas bezpieczeństwa wbijał mi się w żebra.
Drzwi otworzyła starsza kobieta.
„Pewnie jesteś Claire.”
„Czy Sophie jest tutaj?”
Skinęła głową. „Ona nie chce z tobą rozmawiać”.
„Domyśliłem się.”
„Nathan zadzwonił.”
„Oczywiście, że tak.”
Prawie się uśmiechnęła. „Możesz usiąść na schodach”.
Tak też zrobiłem.
Minęło dziesięć minut.
Potem piętnaście.
W końcu drzwi za mną się otworzyły.
„To dziwne” – powiedziała dziewczyna.
Odwróciłem się.
Sophie miała oczy Nathana i ten sam niezachwiany wyraz twarzy.
„Prawdopodobnie” – powiedziałem.
Skrzyżowała ramiona. „Wyszłaś za mąż za mojego ojca, bo było ci go żal?”
Mogłem skłamać.
Zamiast tego powiedziałam: „Strach wpłynął na czas. Ale nie, nie wyszłam za niego z litości”.
Sophie przyglądała mi się.
„To dlaczego dał ci część siebie, zanim cię w ogóle poznał?”
Otworzyłem usta, ale potem przestałem.
Jej złość tak naprawdę nie była skierowana przeciwko mnie.
To był strach noszący zbroję.
„Myślisz, że będzie oddawał część siebie, aż nic dla ciebie nie zostanie?”
Jej twarz się zmieniła. Ledwo.
„Wszyscy uważają, że jest niesamowity.”
„On jest.”
“Widzieć?”
„I masz pełne prawo być na niego zły.”
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






