REKLAMA

Mój brat nie zaprosił mnie na spotkanie ze swoją narzeczoną, kongresmenką – potem ona zwiedziła Smithsonian, który prowadzę

REKLAMA
Mój brat nie zaprosił mnie na spotkanie ze swoją narzeczoną, kongresmenką – potem ona zwiedziła Smithsonian, który prowadzę
REKLAMA

„Nie wspomniał, że to ja tym kieruję” – dokończyłem łagodnie. „Nie, nie wspomniałby o tym. On tak naprawdę nie wie, co tu robię”.

Twarz Rebekki zmieniała się w różne wyrazy. Zażenowanie. Zmieszanie. Uświadomienie sobie.

„Dyrektor wykonawczy. Jest pan dyrektorem wykonawczym Muzeum Historii Naturalnej Smithsonian.”

„Jedno z dziewiętnastu muzeów Smithsonian. Tak, to moja główna odpowiedzialność”.

Trzeba przyznać, że Tom Bradford szybko wyzdrowiał.

„Kongresmenko, czy możemy rozpocząć wycieczkę? Doktor Mitchell hojnie zarezerwował dla nas dwie godziny”.

„Tak” – powiedziała Rebecca, ale wciąż na mnie patrzyła. „Tak, oczywiście”.

Oprowadziłem ich po muzeum, zaczynając od głównych wystaw. Wyjaśniłem naszą misję: badania, edukację i ochronę 145 milionów okazów i artefaktów reprezentujących historię naturalną i kulturową naszego świata. Pokazałem im nasze obiekty badawcze, w których setki naukowców prowadziło przełomowe prace z zakresu biologii, geologii, antropologii i paleontologii.

Rebecca zadawała inteligentne pytania. Była wyraźnie dobrze zorientowana w kwestiach polityki kulturalnej i pomimo wyraźnego dyskomfortu, profesjonalnie podchodziła do materiału.

W sali oceanicznej, stojąc pod modelem północnoatlantyckiego wieloryba biskajskiego, wyjaśniałem naszą rolę w badaniach nad zmianami klimatu i edukacji publicznej.

„Nie jesteśmy zwykłym muzeum” – powiedziałem. „Jesteśmy instytucją badawczą. Nasi naukowcy publikują rocznie ponad sześćset recenzowanych artykułów. Doradzamy Kongresowi w zakresie polityki środowiskowej, ochrony dziedzictwa kulturowego i finansowania badań naukowych”.

„Kongres” – powtórzyła Rebecca. „Doradzasz Kongresowi?”

„Tak. W ciągu ostatnich dwóch lat trzykrotnie zeznawałem przed Komisją ds. Alokacji Budżetu Izby Reprezentantów, ostatnio na temat znaczenia finansowania programów dyplomacji kulturalnej”.

Tom Bradford zrobił notatkę na swoim tablecie.

„Kongresmenka przewodniczy Podkomisji ds. Sztuki i Kultury. Jestem zaskoczony, że twoje zeznania nie trafiły na nasze biurko”.

„Mogło” – powiedziałam. „Złożyłam zeznania jako dr Mitchell, dyrektor wykonawczy. Nie jako siostra Dereka”.

Rebecca wzdrygnęła się.

Przeszliśmy do zbiorów antropologicznych. Pokazałem im artefakty ze wszystkich kontynentów, wyjaśniłem nasze programy repatriacji rdzennych obiektów kulturowych, omówiłem złożoność etyczną kolekcji muzealnych zgromadzonych w okresie kolonialnym.

„To są rozmowy, z którymi świat muzeów zmaga się na całym świecie” – powiedziałem. „Dlatego Międzynarodowy Szczyt Dyrektorów Muzeów jest tak ważny. Musimy skoordynować nasze podejście do kwestii dekolonizacji, zmian klimatycznych, dostępu cyfrowego i ochrony dziedzictwa kulturowego”.

„Szczyt” – powiedziała Rebecca. „To jutro wieczorem”.

„Tak. Wernisaż odbędzie się w Galerii Narodowej, ale w ciągu najbliższych trzech dni organizujemy tu kilka sesji roboczych”.

„Pięćdziesięciu reżyserów z trzydziestu dwóch krajów, a ty to koordynujesz”.

„Jestem dyrektorem prowadzącym. Tak. Będę wygłaszał przemówienia otwierające i moderował dwie dyskusje panelowe”.

Przeszliśmy przez pawilon motyli, Salę Skamieniałości, wystawę o pochodzeniu człowieka. Na każdym przystanku wyjaśniałem nie tylko to, co zwiedzający zobaczyli, ale także badania, które za tym stoją, programy edukacyjne, działania społeczne i inicjatywy cyfrowe, dzięki którym nasze zbiory dotarły do ​​milionów ludzi na całym świecie.

Kiedy dotarliśmy do mojego biura na trzecim piętrze, Rebecca wyglądała na wstrząśniętą.

„Chciałbyś zobaczyć, gdzie odbywa się praca administracyjna?” – zapytałem.

Skinęła głową bez słowa.

Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!

REKLAMA
REKLAMA