“Zacząć robić.”
„To jest tylko na moje nazwisko, prawda?”
„Jeśli złożę odpowiednie wypowiedzenie, będę ponosić odpowiedzialność przez cały okres wypowiedzenia, ale nie po jego upływie?”
„Zgadza się, pod warunkiem, że jednostka zostanie zwrócona w odpowiedni sposób”.
„A Scott?”
„Jeśli będzie chciał zostać po upływie okresu wypowiedzenia, będzie musiał złożyć wniosek samodzielnie”.
Jasne i uczciwe.
„Czy możesz dostarczyć dokumenty z wypowiedzeniem do dziś wieczorem?”
„Mogę wpaść około szóstej.”
“Dziękuję.”
Kiedy się rozłączyłam, chwyciłam się blatu, aż moje ręce się uspokoiły.
Drzwi sypialni się otworzyły.
Scott wlókł się do kuchni, pocierając oczy. „Zrobiłeś kawę?”
„W dzbanku jest tyle wody, że wystarczy na filiżankę” – powiedziałem.
Nalał, nie zwracając uwagi na teczki na stole. „Spotkam się z zespołem na większość dnia. Nie czekajcie na mnie”.
Pocałował mnie w czubek głowy, jakby nic się nie stało, złapał kurtkę i wyszedł.
Drzwi zamknęły się z kliknięciem.
Potem się przeprowadziłam.
Spakowałam tylko to, co należało do mnie: moje książki, naczynia mojej babci, monitor do pracy, moje zdjęcia z Chelsea, niebieski koc i ekspres do kawy.
Zawahałem się, ale i ja spakowałem.
Chelsea przyjechała z taśmą pakową i zajrzała do folderów.
„To wszystko są rachunki?”
„Kopie”.
Otworzyła jeden. „Ari, to jego wzmacniacz.”
“Ja wiem.”
„To więcej niż rata mojego samochodu”.
„Jesteś pewien?”
Zapieczętowałem pudełko. „Po raz pierwszy od dziewięciu lat”.
Chelsea skinęła głową. „Powiedz mi, co mam spakować”.
Dlatego kochałem Chelsea. Nie przejmowała kontroli. Podała mi taśmę, kiedy po nią sięgnąłem.
—
O 5:30 jedzenie zostało dostarczone.
Chelsea wniosła torby i zatrzymała się przy ladzie. „Wciąż zamawiałeś kolację?”
„Zamówiłem to wczoraj” – powiedziałem. „Nie będę dwa razy marnował pieniędzy”.
„Co chcesz z tym zrobić?”
Spojrzałem na stół. Teczki były teraz równo poukładane. Czynsz. Media. Artykuły spożywcze. Telefon Scotta. Sprzęt. Leasing.
„Rozłóż to, Chels.”
Chelsea otworzyła jedną torbę. „Jak impreza?”
„Tak” – powiedziałem. „Przyjęcie pożegnalne”.
Spojrzała na mnie i skinęła głową. „Okej.”
Położyliśmy jedzenie na blacie. Żadnych ozdób. Żadnych świec. Tylko kolacja, pudełka, papierkowa robota i życie, które Scott pomylił z hałasem w tle.
O szóstej zapukał pan Clement.
Wyciągnął prostą kopertę. „Przyniosłem formularz zawiadomienia i kopię dla twojej dokumentacji”.
„Dziękuję. Czy mógłbyś wejść, kiedy będę podpisywać?”
“Oczywiście.”
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






