Mówił mi tamtej nocy, że wszystko jest gotowe. Że dom jest, fundamenty są i że jest potwierdzenie.
Chciał, żebym wiedział.
Wtedy jeszcze o tym nie wiedziałem.
Teraz już wiem.
Każdego ranka na ganku, wiem.
Jezioro jest bardzo spokojne rano.
Woda podtrzymuje niebo.
Piję kawę i myślę o tym, co robi fundacja i co musi zrobić, i myślę o Arthurze siedzącym na tym krześle, patrzącym na tę wodę i decydującym, że to właściwa decyzja.
Miał rację.
Miał rację w większości kwestii.
Miał rację co do mnie.
Staram się być tego wart.
Każdego ranka.
To jest wszystko.
O tym mówi ostatnie zdanie.
Była rodziną.
Miała rację.
Dom jest mój.
Ta praca jest moja.
Poranek jest mój.
Postaram się zrobić to dobrze.
Każdego ranka.
Zaczynając tutaj.
Zaczynamy już teraz.
Chcę opowiedzieć o pewnych rzeczach, które wydarzyły się dwa lata po przeczytaniu tej książki, ponieważ była ona początkiem, a nie końcem, a początek przyniósł rzeczy, których się nie spodziewałam.
Pierwszą rzeczą był list od Curtisa.
Przyszło osiem miesięcy po odczytaniu, miesiąc po sfinalizowaniu rozwodu. Było napisane odręcznie, co mnie zaskoczyło. Curtis nie pisał niczego odręcznie przez lata, odkąd go znałam. Wszystko przepisywał na maszynie,
co zawsze wydawało mi się cechą osoby, która edytuje siebie na bieżąco i nie chce, aby istniała surowa wersja.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!





