„A więc co to jest?”
Odwrócił się. „Nie mogę teraz tego wyjaśnić. Proszę, po prostu mi zaufaj”.
„Zaufać ci?” Mój głos się załamał. „Wychodzisz z naszej rocznicowej sali i prosisz mnie, żebym ci zaufała?”
Spojrzał na mnie błagalnym wzrokiem, ale nic nie powiedział. Odszedł.

Część piąta: Co zakładałem sam w tym pokoju
Opadłam na brzeg łóżka. Wszystkie okropne myśli, z którymi walczyłam od pięciu miesięcy, napłynęły mi do głowy w jednej chwili. Oczywiście, że został na chemioterapii – jaki mężczyzna porzuca umierającą żonę w trakcie leczenia? Ale ja już nie umierałam. Może teraz, kiedy kryzys formalnie minął, nie musiał już udawać. Może w końcu pozwolił sobie poczuć to, co naprawdę czuł, patrząc na moje pokiereszowane, wychudzone ciało.
Pomyślałam o centymetrze moich puszystych włosów. O mojej wiotkiej skórze. Położyłam dłonie na płaskiej klatce piersiowej. Moja brzydota, tak to sobie w myślach nazywałam, okrutnie. Może zaszliśmy za daleko. Może miesiące, kiedy się mną opiekowałam, po cichu zabiły wszelką romantyczną miłość, jaką Jeffrey kiedyś do mnie żywił.
Chwyciłam telefon i prawie do niego napisałam. Co mogłam powiedzieć? Wróć… skłamać i powiedzieć, że nadal mnie kochasz? Zamiast tego powoli się rozpakowałam i nic nie powiedziałam.
Około dziewiątej zapukał i zapytał, czy chcę zjeść kolację. Otworzyłem drzwi. Stał w luźnej, za dużej koszuli, uśmiechając się zbyt szeroko. „Wyglądasz ładnie” – powiedział.
Chciałam, żeby mnie okłamał wcześniej. Teraz nie byłam już taka pewna, czy w ogóle tego chcę. „Naprawdę?” – zapytałam beznamiętnie.
Zjedliśmy w hotelowej restauracji. Mówił o wszystkim, z wyjątkiem pustej połowy łóżka czekającej na nas na górze. Patrzyłam, jak przesuwa jedzenie po talerzu, ostrożnie i z dystansem, i zastanawiałam się, kiedy dokładnie stałam się kimś, kogo nie zniósłby w nocy.
„Jestem zmęczony” – powiedziałem w końcu. „Chyba pójdę na górę”.
„Odprowadzę cię” – powiedział.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






