“Dobrze ci tam?”
Nick zaczął zasypywać śniegiem.
Zbudował tego wielkiego bałwana. Gruba podstawa, szeroki środek, okrągła głowa. Z domu wyglądało to tak, jakby wybrał nowe miejsce bliżej drogi.
Uchyliłem drzwi.
„Dobrze ci tam?” – zawołałem.
Gdzieniegdzie wciąż mogłem dostrzec przebłyski czerwieni.
Odwrócił się i uśmiechnął. „Tak! Ten jest wyjątkowy!”
“Jak wyjątkowe?”
“Zobaczysz!” krzyknął.
Przyjrzałem się kształtowi, dziwnej grudce u dołu. Wciąż widziałem tu i ówdzie przebłyski czerwieni.
Powiedziałem sobie, że wszystko jest w porządku.
Właśnie siedziałem w kuchni i zaczynałem przygotowywać kolację, gdy to usłyszałem.
Tego wieczoru, gdy niebo pociemniało i zapaliły się latarnie uliczne, siedziałem w kuchni i zaczynałem przygotowywać kolację, gdy to usłyszałem.
Ostry, nieprzyjemny chrup.
Potem rozległ się metaliczny pisk.
Potem rozległo się wycie z zewnątrz.
“Chyba sobie żartujesz!”
Reflektory słabo świeciły przez mgiełkę.
Serce podskoczyło mi w piersi. „Nick?” krzyknąłem.
Z salonu: „Mamo! MAMO! Chodź tutaj!”
Pobiegłam.
Nick stał przyciśnięty do przedniej szyby, obie dłonie miał rozpłaszczone na szybie, a jego oczy były ogromne.
Podążyłem za jego wzrokiem.
Wyjątkowy bałwan.
I zamarł.
Samochód pana Streetera wbił się przodem do hydrantu przeciwpożarowego na skraju naszego trawnika.
Hydrant otworzył się gwałtownie, wyrzucając w górę grubą kolumnę wody. Spadła na samochód, ulicę i nasze podwórko. Reflektory słabo świeciły przez tę mgiełkę.
U podstawy zniszczonego hydrantu znajdowała się zmięta sterta śniegu, patyków i materiału.
“Co zrobiłeś?”
Wyjątkowy bałwan.
Mój umysł wykonywał ten powolny klik-klik-klik.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






