Sarah poszła spać około jedenastej. Pachniała mydłem i czymś lekko sterylnym, czego nie potrafiłem zidentyfikować.
Zapytała, czy wzięłam tabletkę nasenną.
Powiedziałem, że tak.
Pozwoliłem jej nawet usłyszeć dźwięk lejącego się kranu w łazience, ale zamiast połknąć tabletkę, wyplułem ją do zlewu i wsunąłem do kieszeni.
Potem położyłem się obok niej do łóżka i czekałem.
Mój oddech stał się powolny i ciężki.
Regularny.
Wiarygodne.
Obok mnie oddech Sary także brzmiał nieprawidłowo.
Zbyt kontrolowany.
Zbyt rozbudzony.
O 1:13 drzwi sypialni zaczęły się poruszać.
Nie szybko.
Powoli.
Jakby osoba, która je otwierała, robiła to już wiele razy wcześniej.
Wąski pas światła w korytarzu ciągnął się przez podłogę.
Wtedy ktoś wszedł do środka.
Mężczyzna.
Wysoki.
Ostrożny.
Cichy.
Zamknął drzwi, nie pozwalając, by zatrzasnął się zatrzask.
W jednej ręce trzymał wąską, czarną walizkę.
Nie zapalił światła.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






