Spojrzałam przez szklaną witrynę. Przez dziesięć lat automatycznie kupowałam rzeczy parami. Dwa kubki. Dwa ciastka. Dwa kawałki wszystkiego, co wydawało mi się niekompletne w pojedynkę. Stało się to moim prywatnym rytuałem żałoby, którego nawet nie zdawałam sobie sprawy, że odprawiam. Spojrzałam na bułeczki z jagodami. Potem pokręciłam głową.
„Nie. Tylko jedna jagoda.”
Kasjer sięgnął po torbę. Wtedy zauważyłem croissanta z czekoladą. Clara zamówiła go tydzień wcześniej.
„I jeszcze jedno z nich.”
Kasjer włożył je do dwóch osobnych torebek. Jedną bułeczkę z jagodami. Jedną z czekoladowym croissantem. Różne. Uśmiechnęłam się. To było właściwe. Bo Clara i ja nie zamierzałyśmy kontynuować tam, gdzie skończyłyśmy dwadzieścia lat. Nie było starej wersji naszego związku czekającej na odtworzenie. Ona spędziła dziesięć lat, stając się kimś, kogo nie znałam. Ja spędziłam dziesięć lat, stając się kimś bez niej. Nie mogłyśmy wymazać żadnego z tych żyć. I może nie powinnyśmy.
Kiedy dotarłem do kawiarni, Clara już siedziała na zewnątrz. Spojrzała w górę, gdy podszedłem.
„Przyniosłeś jedzenie?”
“Oczywiście.”
Podałem jej jedną z toreb. Otworzyła ją.
“Czekolada?”
„Zamówiłeś to ostatnim razem.”
Uśmiechnęła się.
„Pamiętałeś.”
Usiadłem naprzeciwko niej i otworzyłem swoją torbę. Przez chwilę żadne z nas się nie odezwało. Dziesięć lat wcześniej spodziewałbym się, że zamówimy dokładnie to samo. Bo byliśmy bliźniakami. Bo wszyscy zakładali, że bliźnięta chcą tego samego. Może nawet Clara w to wierzyła. Teraz miała czekoladę. Ja jagodową. Dwie różne osoby siedziały przy tym samym stole.
I po raz pierwszy w naszym życiu żadne z nas nie musiało zniknąć, aby to drugie mogło zaistnieć.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






