Linda upiekła ciasto pekanowe.
Przygotowała również pieczeń wołową, pieczone marchewki, sałatkę i chleb.
Zdecydowanie za dużo jedzenia dla trzech osób.
Ale wydawało się to słuszne.
Hannah weszła, niosąc starannie wybraną butelkę wina.
Miała na sobie także niebieskie kolczyki, które Linda dała jej trzy razy na Boże Narodzenie.
Linda zauważyła.
Małe rzeczy.
Ale wysiłek często przybierał formę drobnych rzeczy.
„Dom wygląda pięknie” – powiedziała Hannah.
„Przywiozłem nowe ozdoby.”
Hanna podeszła do drzewa.
Zauważyła szklaną kulę.
„Skąd to masz?”
„Rothenburg. Na jarmarku bożonarodzeniowym.”
Hannah podniosła go ostrożnie.
„Mam wrażenie, że może się rozbić, jeśli się na niego chuchnie.”
„Całą drogę do domu miałem go w bagażu podręcznym”.
Hannah oddała go do oddziału.
Potem cicho powiedziała:
„Cieszę się, że poszedłeś.”
Linda spojrzała na nią.
Hannah wciąż patrzyła na drzewo.
„Wiem, że…”
„Hanna.”
Odwróciła się.
“Jest w porządku.”
“NIE.”
Hannah pokręciła głową.
„Nie było.”
Linda przyglądała się jej.
„To skłoniło mnie do podróży. Więc, o dziwo, część mnie jest wdzięczna”.
Hannah wyglądała na zakłopotaną.
„Jesteś bardzo uprzejmy.”
„Próbuję.”
„Bardziej łaskawy, niż na to zasługuję”.
Linda się uśmiechnęła.
“Prawdopodobnie.”
Hannah wpatrywała się w nią.
A potem wybuchnął śmiechem.
Linda też się zaśmiała.
To był ich pierwszy szczery śmiech od lat.
Poszli do kuchni.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!





