“Ocena.”
Zatrzymał się.
Linda rozejrzała się po swoim pokoju hotelowym.
„Wspaniale się bawię. Jestem w Szwajcarii. Spacerowałem po jarmarkach bożonarodzeniowych, widziałem góry i stałem na moście, który ma setki lat. Poznawałem ludzi. Śmiałem się”.
„Wyglądałaś świetnie na tym zdjęciu.”
„Czuję się świetnie.”
„Nie wiedziałem, że chcesz robić takie rzeczy”.
Linda się uśmiechnęła.
„Ja też nie.”
Potem dodała:
„Dopiero gdy twój ojciec mi o tym przypomniał.”
“Tata?”
„Nie dosłownie. Ale czasami wciąż go słyszę w myślach. Mówił mi, że za dużo czasu poświęcam opiekowaniu się innymi”.
Mark westchnął.
„Miał rację”.
“Tak.”
“Przepraszam.”
“Ja wiem.”
Wtedy Linda powiedziała:
„Przyjdź na kolację, jak wrócę do domu. Zabierz Hannah. Zrobię ciasto pekanowe.”
„Mamo, nie musisz.”
“Ja wiem.”
Uśmiechnęła się.
„Chcę. To różnica.”
To zdanie coś między nimi zmieniło.
Zanim zakończył rozmowę, Mark powiedział:
“Kocham cię.”
“Ja też cię kocham.”
Kiedy Linda odłożyła słuchawkę, otworzyła dziennik, który pisała każdej nocy.
Nie prowadziła dziennika odkąd skończyła dziewiętnaście lat.
Zapomniała, że zapisanie czegoś to kolejny sposób na to, by to zapamiętać.
Tej nocy napisała:
*Dzień siódmy. Lucerna. Patricia. Gerald. Most. Mark dzwonił. Jestem tutaj. Naprawdę tu jestem.*
Następnie:
*Paul miał rację. Powinienem był to zrobić lata temu.*
Wpatrywała się w zdanie.
Następnie dodał:
*Ale może nie byłem gotowy do tej pory.*
Myśl ta wydała mi się ważna.
Dziesiątego dnia Greta zabrała grupę do małego alpejskiego miasteczka, którego nie było w oficjalnym planie podróży.
Patricia i Linda szły dalej, aż dotarły do zaśnieżonego punktu widokowego.
Góry znikały w chmurach za doliną.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






