„Nie denerwuje mnie to, że myję ręce albo nie całuję Sophie. Ale myślę, że powinieneś przeczytać całość”.
„Wyślij mi to.”
„Nie chcę wywoływać kłótni.”
„Mamo”. Jego głos się zmienił. „Wyślij to”.
Przesłałem dokument dalej. Przez jakąś minutę żadne z nas się nie odezwało. Słyszałem, jak przewijał. „Zakaz całowania się jest normalny” – powiedział.
“Ja wiem.”
„I żadnych zdjęć w sieci, tak.”
„Danielu.”
Kolejna pauza. Potem: „Co do cholery?”
„Dotarłeś do końca.”
„Ona ci to wysłała?”
“Wczoraj.”
„Ona mi tego nie pokazała.”
„Nie kłóć się z nią z mojego powodu.”
„Mamo, ona napisała konkretnie »rodzina Daniela«. Co to w ogóle znaczy?”
„To dotyczy nas.”
„Nie, rozumiem te słowa. Pytam, dlaczego uważa, że to moi rodzice potrzebują tych wszystkich zasad, a nie jej.”
Potarłem czoło. „Danielu, ona właśnie urodziła. Pewnie jest przytłoczona”.
„Przytłoczenie tego nie wyjaśnia”.
„Może czuć się bezpieczniej, mając własną matkę”.
„W porządku. Rozumiem, że chciała mieć Denise przy sobie – Denise pomagała w ciąży, była przy porodzie, rozumiem”. Jego głos stał się ostrzejszy. „Nie rozumiem, dlaczego Paulowi wolno całować Sophie, a mojej matce najwyraźniej nie wolno nawet nazywać jej »moją dziewczynką«”.
A potem: „Nie wychodź jutro, dopóki do ciebie nie zadzwonię”.
„Danielu, wszystko w porządku. Chodźmy już.”
„Proszę, pozwól mi się tym zająć”. Rozłączył się.
Richard patrzył na mnie. „Zakładam, że nie wiedział”.
“NIE.”
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






