Wellington, chcę, żebyś oddzwonił do pana Petersona.
Powiedz mu, że zgodziłeś się na jego żądania, ale musicie się spotkać osobiście, żeby podpisać dokumenty. Powiedz mu, żeby przyszedł na ranczo dziś po południu.
Chcesz, żeby tu przyszedł? O, tak.
Mamy kilka spraw do omówienia z panem Petersonem.
Czas, żeby dowiedział się, komu dokładnie groził. Thomas Wright spojrzał na zegarek.
Zadzwonię po ochronę. Mogą tu być za dwie godziny.
Zespół ochrony? Robert uśmiechnął się ponuro.
Meridian chroni swoje inwestycje, Clifford. A co ważniejsze, chronimy naszych pracowników.
Pan Peterson zaatakował jednego z naszych pracowników i próbował okraść jedną z naszych nieruchomości.
To wymaga odpowiedzi. Pomyślałem o Avery, pewnie siedzącej teraz w jakimś pokoju hotelowym, zdezorientowanej i zrozpaczonej, wierzącej, że to jej ojciec w jakiś sposób spowodował katastrofę na jej ślubie.
Pomyślałam o wszystkich kłamstwach, które Alan jej naopowiadał, o tym, jak przeinaczał jej miłość do mnie, zamieniając ją w zwątpienie i niepokój. „A co z moją córką?
Ona nic o tym nie wie. – Będzie wiedziała – odparła stanowczo Margaret Caldwell.
„Kiedy skończymy z panem Petersonem, usiądziemy z twoją córką i wszystko ci wyjaśnimy.
Prawda o ranczu. Prawda o jej mężu.
I prawda o tym, co wam obojgu robił. Mój telefon zawibrował, bo dostałem SMS-a od Alana.
Południe. Na ranczu.
Przynieś akt własności i wszelkie inne dokumenty. Czas to sformalizować.
Pokazałem wiadomość Margaret Caldwell. Uśmiechnęła się, ale nie było w tym cienia ciepła.
Doskonale. Panie.
Peterson chce, żeby to było oficjalne. Z przyjemnością mu w tym pomożemy.
Allan przyjechał na ranczo 15 minut wcześniej, jadąc swoim wynajętym BMW, jakby był właścicielem tego miejsca. Obserwowałem przez okno w kuchni, jak parkuje przy ganku, poprawia krawat i sprawdza swoje odbicie w bocznym lusterku.
Nie miał pojęcia, że sześciu najpotężniejszych ludzi w Teksasie obserwuje go ze stodoły, gdzie ustawili się, mając doskonały widok na dom. Ekipa ochrony Meridian przybyła godzinę wcześniej.
Trzech byłych agentów federalnych, którzy teraz zajmowali się delikatnymi sytuacjami dla konsorcjum. Stacjonowali wokół posesji, niewidoczni, ale gotowi.
Margaret Caldwell jasno przekazała im instrukcje. Obserwować, zapisywać i interweniować tylko wtedy, gdy Allan stanie się agresywny.
Pamiętaj, powiedziała mi, zanim zajęła miejsce w stodole. Pozwól mu mówić.
Pozwól mu stawiać żądania. Daj mu wystarczająco dużo miejsca, żeby mógł się legalnie powiesić.
Otworzyłem drzwi wejściowe, zanim Allan zdążył zapukać. Wszedł z tym swoim charakterystycznym, pewnym krokiem, niosąc skórzaną teczkę i z miną ledwo powstrzymywanego triumfu.
Clifford – powiedział, nie zadając sobie trudu podania ręki. – Cieszę się, że się opamiętałeś.
To naprawdę najlepsza rzecz dla wszystkich. Naprawdę?
„Zdecydowanie.” Avery jest zadowolona, że w końcu rozwiążemy tę sytuację.
Tak bardzo się o ciebie martwiła po wczorajszym wieczorze. Położył teczkę na stole w jadalni i otworzył ją.
Przywiozłem wszystkie niezbędne dokumenty. Przeniesienie własności, pełnomocnictwo, wszystko, czego potrzebujemy, żeby to sformalizować.
Wpatrywałem się w papiery, które rozkładał na stole w jadalni mojej babci. Dokumenty prawne, które najwyraźniej przygotował z wyprzedzeniem, pewnie kilka tygodni temu.
To nie była decyzja podjęta pod wpływem stresu i szampana. To była starannie zaplanowana operacja.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






