Nikt się nie odezwał.
Po prostu trzymaliśmy się za ręce i płakaliśmy.
Później tego popołudnia pokroiliśmy trzy kawałki tortu urodzinowego.
Jeden dla Leili.
Jeden dla mnie.
I jeden dla Nory.
Po raz pierwszy odkąd ją straciłem, puste krzesło nie było już przypomnieniem śmierci.
Wydawało się, że to miejsce zarezerwowane dla miłości.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






