REKLAMA

O 2:17 rano pielęgniarka w szpitalu powiedziała mi, że kobieta, której unikałam przez sześć miesięcy, walczy o życie – i powtarza moje imię między oddechami M1

REKLAMA
O 2:17 rano pielęgniarka w szpitalu powiedziała mi, że kobieta, której unikałam przez sześć miesięcy, walczy o życie – i powtarza moje imię między oddechami M1
REKLAMA

Obserwowałem, jak twarz Sofii zbladła, gdy usłyszała jego głos w ciszy.

„Jak się czuje pielęgniarka?” zapytał Vincent.

“Oddechowy.”

„Szczęśliwa dziewczyna”.

„Fortuna nie miała z tym nic wspólnego”.

Westchnął, niemal czule. „Dante, chodź do mnie. Musimy omówić pewne sprawy, zanim twój temperament zamieni tragedię w krwawą łaźnię”.

„Wydajesz się zaniepokojony.”

„Wychowałem cię.”

„Tak” – powiedziałem. „Zrobiłeś to.”

Pauza.

Coś zmieniło się w rozmowie.

Vincent nie był człowiekiem, którego łatwo przestraszyć, ale usłyszał ostrze w moim głosie.

„Gdzie jesteś?” zapytał.

„W szpitalu.”

„Zostań tam. Chroń dziewczynę. Wyślę ludzi.”

„Nie ma potrzeby.”

„Dante—”

„Ja już mam mężczyzn.”

Tym razem przerwa była dłuższa.

Kiedy znów się odezwał, ciepło w jego głosie osłabło. „Rodzina nie powinna rozmawiać jak obcy”.

„To przestań mnie okłamywać jak ktoś taki.”

Zakończyłem rozmowę.

Sofia zasłoniła usta.

Marco spojrzał w stronę wind. „Musimy przenieść Elenę.”

„Nie” – powiedziałem. „On tego oczekuje”.

„On wyśle ​​ludzi”.

„On już to zrobił.”

Na drugim końcu korytarza otworzyły się drzwi windy.

Trzech mężczyzn wyszło na zewnątrz ubranych w szpitalne fartuchy.

Ich buty były nieodpowiednie.

Żadna pielęgniarka na świecie nie nosiła wypolerowanych czarnych butów taktycznych pod jasnoniebieską bawełną.

Marco zobaczył to w tej samej chwili co ja.

„Na dół!” krzyknął.

Strzały zakłóciły poranek.

Pierwsza kula roztrzaskała szklany panel obok pokoju Eleny. Pielęgniarki krzyczały. Pacjenci krzyczeli z sąsiednich pokoi. Moi ludzie odpowiedzieli ogniem, a korytarz rozbłysnął błyskami i dymem.

Złapałem Sofię i rzuciłem ją za stanowisko pielęgniarek. Marco poruszał się jak zwierzę, którym naprawdę był pod skafandrem, strzelając dwa razy. Jeden z pozorantów padł. Drugi schował się za wózkiem medycznym.

Trzeci pobiegł prosto do drzwi Eleny.

Mój wzrok skupił się na nim.

Przeszedłem korytarzem przez ogień, poczułem żar rozrywający mój policzek i uderzyłem go, zanim zdążył dosięgnąć klamki. Rozbiliśmy się o ścianę. Jego skalpel pomknął w górę, rozcinając mi przedramię. Wbiłem mu pięść w gardło. Zakrztusił się. Wyjąłem skalpel z jego ręki i wbiłem go między żebra.

Upadł z mokrym oddechem.

Pozostały strzelec rzucił coś małego i czarnego w stronę pokoju Eleny.

Granat.

Marco oddał strzał, trafiając go w ramię, ale przedmiot poślizgnął się na kafelkach i zatrzymał tuż za drzwiami.

Nie było czasu na myślenie.

Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!

REKLAMA
REKLAMA