Czarny mercedes na krawężniku nie był jedynie przedstawieniem. Należał do majątku jej babci, wypłaconego z funduszu powierniczego, o którego istnieniu Marcus nigdy nie wiedział. Lot za granicę nie był ucieczką w świat fantazji. To był powrót do miasta, w którym Julianne kiedyś była kimś więcej niż tylko panią Marcus Henderson. Miasta, w którym szkoła już została wynajęta, mieszkanie już wynajęte, a mała firma projektowa czekała na kobietę, która po cichu odbudowała swoje portfolio po północy, podczas gdy wszyscy inni spali.
Jej telefon zawibrował.
Spojrzała w dół.
Marek.
Przez dłuższą chwilę patrzyła, jak ekran na jej dłoni rozświetla się.
Potem znika.
Emma poruszyła się obok niej.
„Mamo?”
„Tak, kochanie?”
„Czy tatuś przyjdzie później?”
Julianne ścisnęło się w gardle. Przygotowała wiele odpowiedzi, ale żadna nie wydawała się wystarczająco mocna, by zrównoważyć słaby głos Emmy.
„Nie” – powiedziała łagodnie. „Nie dzisiaj”.
Emma to wchłonęła. Jej palce przesunęły się po zniszczonym uchu królika.
„Czy on jest szalony?”
Julianne obróciła się na siedzeniu tak szeroko, jak pozwalał na to pas bezpieczeństwa.
„Dorosłe uczucia są dla dorosłych” – powiedziała. „Ty i Lily nie musicie ich nosić”.
Emma patrzyła na nią przez długi czas.
„Czy jesteś smutny?”
Julianne się uśmiechnęła, ale w jej oczach pojawiły się łzy.
„Trochę” – przyznała. „I też ulga. Czasami ludzie mogą czuć więcej niż jedną rzecz naraz”.
Emma skinęła głową, jakby zapisywała te informacje w jakimś ważnym miejscu.
„Czy w nowym miejscu nadal będziemy mogli jeść naleśniki?”
Julianne cicho się zaśmiała i miał wrażenie, że był to pierwszy szczery dźwięk, jaki z siebie wydała tego dnia.
„Tak. Możemy zjeść naleśniki.”
„Z kawałkami czekolady?”
„Szczególnie z kawałkami czekolady.”
Lily mruknęła przez sen: „I truskawki”.
Julianne pocałowała ją w czubek głowy.
„I truskawki.”
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






