Uwielbiam mieszkać z Tobą.
Wygodny.
Wygodny.
Użyteczne.
Dokładnie to samo co podsłuchałem.
Pocierał twarz.
„Cały czas myślałem, że może jest tam ktoś jeszcze.”
I tak to się stało.
Prawda.
Osiem lat skrócone do jednego wyroku.
Skinąłem głową.
„Dziękuję, że w końcu jesteś szczery.”
Potem odebrałem ostatnią torbę.
Podszedł do drzwi.
I odszedł.
Pół roku później w moim nowym mieszkaniu pachniało świecami i czosnkowym chlebem.
Jane nalewała wino.
Sarah śmiała się po drugiej stronie stołu.
W tym miejscu było ciepło.
Żywy.
Spokojny.
Zadzwonił dzwonek do drzwi.
Dostawa dotarła.
Mała roślina doniczkowa od współpracownika, który od kilku tygodni zapraszał mnie na kawę.
Uśmiechnąłem się na widok kartki.
Po raz pierwszy od lat przyszłość nie wydawała się czymś, na co czekałem.
Miałem wrażenie, że to ja dokonywałem wyboru.
Luke nie odebrał mi przyszłości.
Przypadkowo go oddał.
Tym razem należało ono wyłącznie do mnie.






