To go zabolało. Ona to widziała.
Dobrze, jakaś stara, zraniona część jej myśli.
A potem wypuściła nawet to.
Wzrok Richarda powędrował na jej brzuch. „Czy pozwolę mi zobaczyć dziecko?”
Pytanie zadała sobie ostrożnie.
Spodziewała się gniewu. Spodziewała się błagania. Spodziewała się oskarżeń.
Tego się nie spodziewała.
Clara położyła obie ręce na swoim dziecku.
„To będzie zależało od sądu, twojego zachowania i tego, czy nauczysz się mówić prawdę bez potrzeby oklasków”.
Jego wyraz twarzy się wykrzywił. „Brzmisz jak twój prawnik”.
„Nie” – powiedziała Clara. „Brzmię jak córka mojego ojca”.
Odeszła zanim zdążył odpowiedzieć.
Miesiące po tym, jak wszystko się zawaliło, nie były zbyt efektowne.
To była ta część, o której nikt nie napisał.
Wolność nie pojawiła się wraz z muzyką. Przyszła wraz z nieprzespanymi nocami, opuchniętymi kostkami, rachunkami za usługi prawne, wizytami u lekarza, stertami pudeł na korytarzach i porankami, gdy Clara stała w pokoju dziecięcym, trzymając w dłoni maleńki, złożony pajacyk, i płakała, bo żal nie przejmował się tym, jak słuszne były jej decyzje.
Czasem tęskniła za Richardem.
Nie ten człowiek, który przyprowadził Sabrinę na galę.
Mężczyzna z przed chwili.
Ten, który przynosił jej kawę do łóżka po śmierci ojca. Ten, który tańczył z nią boso w kuchni ich pierwszego mieszkania. Ten, który kiedyś podczas burzy zakrył jej dłoń swoją dłonią i powiedział: „Cokolwiek się stanie, jesteśmy po tej samej stronie”.
Opłakiwała go jak kogoś, kto umarł.
Być może tak.
Być może po prostu nigdy nie istniał w tak pełni, w jaki ona by chciała wierzyć.
Aleksander nie wdzierał się do jej życia siłą. Dlatego pozwoliła mu pozostać blisko niego.
Zawiózł ją na wizytę lekarską, kiedy Evelyn była w sądzie. Przysłał jej zupę, kiedy się przeziębiła. Polecił konsultanta ds. bezpieczeństwa, kiedy reporter znalazł jej budynek. Pewnego popołudnia siedział obok niej w parku, gdy drzewa zaczynały się zielenić, i przez dwadzieścia minut nic nie mówił, bo nie miała już sił na rozmowę.
„Nie musisz być użyteczna, żeby być warta towarzystwa” – powiedział jej, gdy przeprosiła go za milczenie.
Klara spojrzała na niego wtedy, naprawdę spojrzała.
Na jego spokojne dłonie. Siwizna na skroniach. Powściągliwość człowieka na tyle potężnego, by nie sprawować władzy.
„Nie wiem już, jak ufać życzliwości” – przyznała.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






