REKLAMA

Po urodzeniu czterech córek mój mąż w końcu doczekał się syna, o którym tak długo marzył — ale w chwili, gdy trzymał na rękach naszego nowonarodzonego chłopca, jego pierwsze słowa sprawiły, że krew w żyłach zastygła mi w żyłach…

REKLAMA
Po urodzeniu czterech córek mój mąż w końcu doczekał się syna, o którym tak długo marzył — ale w chwili, gdy trzymał na rękach naszego nowonarodzonego chłopca, jego pierwsze słowa sprawiły, że krew w żyłach zastygła mi w żyłach…
REKLAMA

„Potrzebujemy nagrań z kamer monitorujących.”

Claire mu zablokowała.

„Nie znikniesz już.”

„Szukam dziewczyn.”

Julian złapał płaszcz Marcusa.

„Skąd mam wiedzieć, że to nie ty to zaaranżowałeś?”

Marcus obrócił się.

„Gdybym chciał zniszczyć to zaufanie, zabranie czwórki dzieci byłoby najgłupszą z możliwych metod.”

“Zatrzymywać się!”

Wykrzyczałem to słowo tak głośno, że aż rozbolało mnie gardło.

„Każda sekunda, którą spędzacie oskarżając się nawzajem, to sekunda, podczas której moje córki są gdzieś beze mnie”.

Mężczyźni ucichli.

Claire wykonała kolejny telefon.

W ciągu kilku minut ochrona szpitala zablokowała wyjścia.

Powiadomiono policję.

Personel rozlokowany jest na klatkach schodowych i korytarzach.

Szpital przyjął protokół alarmowy.

Moje dziecko i mnie przeniesiono do bezpiecznego pokoju na oddziale położniczym.

Odmówiłem przyjęcia leków.

Odmówiłem odpoczynku.

Odrzuciłem wszystko oprócz informacji.

Dwadzieścia trzy minuty później wszedł pracownik ochrony z tabletem.

„Znaleźliśmy nagranie.”

Położył go na stole.

Moje córki pojawiły się na ekranie.

Najpierw Lily.

Trzymając Grace za rękę.

Ava poszła za nią.

Sophie podskakiwała za nimi.

A obok nich kroczyła Rebeka.

Wydech.

„Rebecca je ma.”

Julian pochylił się w stronę ekranu.

„Dokąd oni idą?”

Na nagraniu widać, jak jego siostra prowadzi wszystkie cztery dziewczynki do windy.

Następnie inna kamera pokazała ich, jak przechodzą przez hol szpitala.

Żadnego wysiłku.

Bez strachu.

Rebecca niosła plecak Sophie.

Grace trzymała balon.

Wyszli prosto na zewnątrz.

Czarny SUV czekał na krawężniku.

Wpatrywałem się.

„To samochód Rebekki.”

Julian skinął głową.

„Więc zabrała je do domu”.

„Bez odpowiedzi?”

Jego twarz się napięła.

Marcus zapytał kierownika: „Znacznik czasu?”

„Czterdzieści osiem minut temu”.

Claire sprawdziła telefon.

„Dom Rebekki jest dwadzieścia minut drogi stąd.”

Julian już wybierał numer.

Nadal nie ma odpowiedzi.

Wtedy mój telefon zawibrował.

Prawie go upuściłem.

Nieznany numer.

Twoje córki są bezpieczne. Nie angażuj policji. Przyprowadź dziecko do Mercer House przed północą.

Julian przeczytał mi to przez ramię.

“NIE.”

Spojrzałem na niego.

“Co?”

„Nie zabierzemy go tam”.

„Mają nasze dziewczyny”.

„Tego nie wiemy”.

„Rebecca je wzięła.”

„Rebecca by im nie zrobiła krzywdy.”

Marcus szepnął: „Nie z własnej woli”.

Julian spojrzał gniewnie.

„Co to znaczy?”

Marcus spojrzał na mnie.

„Mercer House ma kolejne archiwum Blackwooda.”

Julian znieruchomiał.

„Nasz dom?”

„Nie twój dom. Majątek taty.”

Dwór Teodora.

Mercer House znajdował się prawie godzinę drogi od miasta.

Po śmierci Theodora, Julian odziedziczył dostęp do niego, lecz odmówił zamieszkania tam.

Dwór stał prawie pusty, za wyjątkiem dozorcy i okazjonalnych wydarzeń rodzinnych.

Rebecca zarządzała większą częścią majątku.

Marcus kontynuował.

„Tata przerobił część piwnicy na magazyn dokumentów.”

Claire wyglądała na zszokowaną.

„Wiedziałeś?”

„Znalazłem to zanim wyjechałem.”

„Co jest tam na dole?”

„Oryginalne akta Blackwood.”

Spojrzałem na swój telefon.

„Więc ten, kto chce mojego syna, chce także tych plików”.

Marcus skinął głową.

„Wykorzystują twoje córki, żeby mieć pewność, że przyjdziesz”.

Julian pokręcił głową.

„Wzywamy policję.”

„Już to zrobiliśmy” – powiedziałem.

„Mam na myśli, że mówimy im wszystko.”

Marcus gorzko się zaśmiał.

„Wszystko? Blackwood? Nagrania Theodore’a? Bazy danych genetycznych? Struktura powiernicza, której nikt jeszcze nie zweryfikował?”

“Tak.”

„A podczas gdy oni zastanawiają się, czy to konflikt rodzinny, czy spisek?”

Wskazał na mój telefon.

„Nadchodzi północ”.

Julian wpatrywał się w niego.

„Co sugerujesz?”

„To idziemy.”

“NIE.”

Marcus podszedł bliżej.

„Policja nas śledzi.”

Spojrzałem na Juliana.

„Nasze dziewczyny tam są”.

Zamknął oczy.

Otworzył je i skinął głową.

„Idziemy.”

Dwie godziny po porodzie opuściłam szpital wbrew zaleceniom lekarza.

Detektyw prawie odmówił.

Potem pokazałem mu wiadomości.

Wszystko się zmieniło.

Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!

REKLAMA
REKLAMA