„Mógłbyś wydać oświadczenie.”
„Oświadczenie mówiące co?”
„Że twoja praca jest niezależna od mojej”.
„Tak było.”
„Że nigdy nie rozmawiałeś ze mną o Meridianie.”
„Nigdy tego nie zrobiłem.”
„W takim razie powiedz to publicznie”.
“NIE.”
“Dlaczego nie?”
„Bo nie ma powodu.”
„Dla mnie jest.”
Przyglądałem mu się przez dłuższą chwilę.
To zdanie uspokoiło moją wewnętrzną potrzebę.
***Dla mnie jest.***
Nie dla nas.
Dla niego.
„Richard, czy zastanawiałeś się kiedyś, dlaczego nadal używam swojego nazwiska?”
Zmarszczył brwi.
„Mówiłeś o ciągłości publikacji.”
„To była część tego.”
„A jaka była druga część?”
„Nie chciałem, żeby moja kariera wchłonęła twoją.”
On prychnął.
„To właśnie ten rodzaj dramatycznego nonsensu…”
„Doktor Whitmore?”
Przerwał nam głos kobiety.
Odwróciliśmy się.
Kilka metrów dalej stała kobieta w ciemnym garniturze.
Rozpoznałem Marę Levin, zastępcę inspektora generalnego ds. nadzoru nad zakupami.
Richard również ją rozpoznał.
Jego ramiona zesztywniały.
„Pani Levin.”
„Pan Hale.”
Nie obdarzyła go żadnym uśmiechem.
Potem spojrzała na mnie.
„Doktorze Whitmore, czy mógłbym z panem porozmawiać prywatnie?”
Richard odpowiedział pierwszy.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






