Potem litery stały się jeszcze trudniejsze do odczytania.
Cara wiedziała, gdzie mieszkam.
Wiedziała, kiedy zmieniłem pracę.
Wiedziała nawet, kiedy związki się kończą, ponieważ wspólni znajomi nieświadomie informowali ją o tym.
Dwukrotnie odwiedziła moje miasto.
Dwa razy podchodziła blisko mojego domu.
Odwróciła się dwa razy.
„Wiedziałeś o tym?” – zapytałem.
Mara skinęła głową.
„Próbowałem nawiązać z nią kontakt.”
„Ale pozwoliłeś, żeby to trwało.”
„Nie mogłem podjąć tej decyzji za nią”.
Przez kolejne dni Mara pokazywała mi miejsca, o których Cara wspominała w listach.
Restauracja, w której kiedyś wybrała połowę mojego numeru, zanim się rozłączyła.
Ławka w parku, na której siedziała i trzymała mój numer na serwetce.
Budynek mieszkalny, w którym kiedyś mnie widziała, jak wchodzę do środka z Elise, kobietą, z którą spotykałem się przez osiem miesięcy.
Cara założyła, że jestem zadowolony i postanowiła nie ingerować.
„Ona nie wiedziała, że Elise odeszła, bo nie mogłem przestać o niej myśleć” – powiedziałem.
Mara spojrzała w dół.
„Nie. Cara nigdy się nie dowiedziała.”
Naszym ostatnim przystankiem był stary kampus naszego uniwersytetu.
Za luźną cegłą obok szklarni znalazłem małe metalowe pudełko.
W środku znajdowało się zdjęcie USG.
I ostatni list Cary.
Napisała, że nie wróciła, ponieważ spodziewała się przebaczenia.
Diagnoza po prostu zmusiła ją do uświadomienia sobie, jak dużą część jej życia kontrolował strach.
Nie pozwoliła strachowi podjąć ostatecznej decyzji.
Wróciła, bo wciąż byłem jedyną osobą, z którą chciałaby spędzić resztę życia.
„Pięć dni nigdy nie miało zastąpić dziesięciu lat” – napisała.
„To były jedyne dni uczciwości, jakie mi pozostały.”
Trzymałem list w rękach.
„Chciałbym, żeby mi zaufała”.
Mara odpowiedziała cicho.
„Ona też.”
CZĘŚĆ 3
Zajęło mi trzy tygodnie, żeby skończyć wszystkich 127 listów.
Niektóre z nich sprawiły, że tak bardzo zatęskniłam za Carą, że ledwo mogłam oddychać.
Inni mnie wkurzali.
Ona mnie kochała.
Ona także mnie zraniła.
Żadna prawda nie wymazała drugiej.
Pewnego popołudnia Mara zapytała:
„Czy jej nienawidzisz?”
“Czasami.”
„Czy jej wybaczasz?”
“Czasami.”
Mara skinęła głową.
„Coś prostszego byłoby prawdopodobnie kłamstwem.”
W końcu skopiowałem każdy list i ułożyłem je chronologicznie w prywatnej książce.
Oryginalne listy pozostały zamknięte w kufrze Cary.
Na początku napisałem jedno zdanie:
Miłość może być prawdziwa, a mimo to strasznie zawodzić.
Następnie skontaktowałem się z naszą starą uczelnią.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






