„Nie jestem do końca pewna”. Potem podniosła wzrok, żeby spojrzeć mi w oczy. „Przyszłam cię o coś zapytać”.
Poprosiła mnie o rękę.
Zaśmiałam się. Naprawdę nie wiedziałam, co innego zrobić z twarzą w tamtej chwili. „Znikasz na dekadę, pojawiasz się umierająca i prosisz o ślub?”
“Ja wiem.”
„Nie, nie wiesz.”
Cara wyciągnęła do mnie rękę. „Proszę.”
„Dlaczego ja?”
Roześmiała się cicho, słodko-gorzko i ścisnęła moje palce, ale w ogóle nie odpowiedziała na pytanie.
Pobraliśmy się dwa dni później w sądzie. Urzędnik sądowy znalazł dwie pracownice gotowe wystąpić w roli świadków. Cara miała na sobie prostą niebieską sukienkę i opierała się o mnie podczas składania przysięgi, tak słaba, że przez cały czas mocno trzymałem ją w talii. Ale kiedy urzędnik ogłosił nasz ślub, Cara uśmiechnęła się jak kobieta, którą pamiętałem z tamtej sali wykładowej trzynaście lat wcześniej.
Część czwarta: pięć dni
Przez pięć dni żyłem w niemożliwym do opisania stanie miłosierdzia. Jedliśmy tosty w łóżku. Oglądaliśmy stare filmy. Spędzaliśmy razem ciche poranki, podczas gdy deszcz monotonnie stukał o szyby. Spała z głową na mojej piersi, a ja liczyłem każdy jej oddech, przerażony, że go pominę.
Zapytałem ponownie, dlaczego do mnie wróciła. Za każdym razem uśmiechała się i mówiła: „Później”. Nigdy nie starczało nam wystarczająco dużo czasu na później dla żadnego z nas. Te pięć dni były najszczęśliwszymi dniami w moim życiu. Były też najokrutniejsze, bo wiedziałem dokładnie, kiedy się skończą, co do dnia.
Cara umarła we śnie piątej nocy, wciąż mając na sobie moją obrączkę. Obudziłem się przed świtem i jakimś sposobem wiedziałem, zanim jeszcze jej dotknąłem.
Część piąta: Koperta przy grobie
Na pogrzebie stałem przy jej grobie, podczas gdy deszcz zmiękczał ziemię usypaną obok. Tłum był niewielki. Większość żałobników to ludzie, których nigdy w życiu nie spotkałem. Gdy trumna była opuszczana, kobieta ubrana na czarno podeszła do mnie zza rozproszonej grupy. Jej też nigdy wcześniej nie widziałem.
Wcisnęła mi kopertę w dłoń. „Cara nie była gotowa, żeby ci powiedzieć, dlaczego wróciła” – wyszeptała. „Teraz nie ma się czego bać”.
W środku znajdował się mosiężny klucz i jedna złożona notatka. Czeka na Ciebie 127 listów. Przeczytaj najpierw najstarszy, zanim zaczniesz czytać cokolwiek innego.
Spojrzałem na kobietę. „Kim pani jest?”
„Mam na imię Mara” – powiedziała. „Byłam współlokatorką Cary”.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






