To była niedziela, kiedy znów wspomniał o Marcusie, siostrzeńcu, który dzwonił tylko wtedy, gdy trzeba było pożyczyć niewielką kwotę na samochód, czynsz lub jakiś nowy projekt.
„Marcus wpadł w zeszłym miesiącu” – powiedział Ezra, mieszając kawę powoli i krążąc. „Zapytał mnie, co planuję zrobić z domem”.
„Co mu powiedziałeś?” zapytałem.
„Powiedziałem mu, że planuję tam nadal mieszkać.”
Uśmiechnął się, kiedy to powiedział, ale uśmiech nie sięgnął jego oczu. Dałem spokój temu tematowi.
Wyszłam tego popołudnia z myślą, że powinnam przyprowadzić Claire i porządnie ją przedstawić. Ezrze by się to spodobało, ale nie miałam okazji.
—
Pierwszą rzeczą, na którą zwróciłem uwagę, była lampa na ganku.
Była następna niedziela, jasny październikowy poranek, a światło na ganku mojego sąsiada wciąż paliło się o 9 rano. Ezra nigdy nie zostawiał go zapalonego po wschodzie słońca. Był drobiazgowy w takich sprawach, w tych drobnych nawykach człowieka, który zbyt długo mieszkał sam.
Stałem na podjeździe z gazetą w ręku, wpatrując się w żółtą żarówkę świecącą w świetle dziennym. Czułem, że coś jest nie tak, ale powtarzałem sobie, że pewnie po prostu o tym zapomniał i że wspomnę o tym, kiedy przyniosę zakupy.
Wróciłem do środka, żeby dokończyć kawę i przeczytać nagłówki, ale nie mogłem się skupić.
—
Około południa karetka zaparkowała przed domem Ezry. Kiedy wyszłam na zewnątrz, sąsiad z naprzeciwka powiedział mi to, co już wiedziałam. Ezra zmarł we śnie. Spokojnie, powiedzieli. Miał 84 lata, a ja 40.
Długo stałem na jego trawniku, kiedy wszyscy już wyszli, patrząc na światło na ganku, które ktoś w końcu zgasił. Claire znalazła mnie tam godzinę później i nic nie powiedziała. Wzięła mnie tylko za rękę.
Pogrzeb był mniejszy, niż się spodziewałem. Znacznie mniejszy.
Kilku znajomych stało z tyłu, zmęczony pastor czytał ze zniszczonej książki, a ja cały czas myślałam, że Ezra zasłużył na pomieszczenie wypełnione większą liczbą osób.
Po drugiej stronie przejścia wyróżniał się jeden mężczyzna. Miał na sobie elegancki, ciemny garnitur i co chwila zerkał na telefon, przesuwając kciukiem po ekranie, jakby nabożeństwo przerywało coś ważnego.
Kiedy nabożeństwo się skończyło, miałem już wychodzić, ale mężczyzna podszedł prosto do mnie.
„Pewnie jesteś tym facetem od zakupów” – powiedział, wyciągając rękę, co bardziej przypominało transakcję niż powitanie. „Jestem Marcus, siostrzeniec Ezry”.
„Anthony” – odpowiedziałem. „Przykro mi z powodu twojej straty”.
Uśmiechnął się do mnie lekko.
„Jasne. Ponad dekada niedzielnych wizyt, co? To mnóstwo wolnego czasu, jak na starego człowieka”.
Poczułem, jak zaciskam szczękę, ale starałem się zachować spokojny ton głosu.
„Był moim przyjacielem.”
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






