Pani Gable” – powiedziałam, stukając w framugę drzwi sztywnym prawym kciukiem. „Znamy się, odkąd pani tata prowadził sklep z narzędziami. Czemu nagle ceny są dwa razy wyższe niż w reklamie?”
Spojrzała w górę, a jej wyraz twarzy stwardniał, zanim zdążyła go ukryć. Zamknęła ekran komputera z cichym trzaskiem.
„Rosemary, prowadzę firmę, a nie sklep charytatywny” – powiedziała. „Wartość naszych zapasów dyktuje rynek”.
„Prosta koronkowa sukienka nie kosztuje ośmiu tysięcy dolarów w Oconee w Georgii” – powiedziałam, pocierając staw kciuka, w którym ból zaczynał narastać. „Chyba że nić jest z litego złota”.
„Może powinnaś spróbować w domu towarowym w Atenach” – powiedziała pani Gable, z powrotem skupiając uwagę na stosie faktur. „Mają tam bardzo przystępne ceny mieszanek poliestrowych”.
O pierwszej Clara i ja usiedliśmy w kąciku w piekarni obok, podczas gdy Emily myła twarz w toalecie. Kawa kosztowała tu dwa dolary za filiżankę i smakowała jak przypalony papier.
Clara sięgnęła do swojej lnianej torby na ramię i wyjęła mały kawałek grubego kremowego kartonu. Przesunęła go po laminowanym stole, trzymając nad nim dłoń płasko, aż upewniła się, że nikt nie patrzy.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!





