Dźwięk, który uciszył salę balową
Podczas kolacji dwór Blackwood wyglądał wspaniale.
Żyrandole lśniły nad głowami prawie dwustu gości. Świece migotały między białymi różami. Kwartet grał przy oknach, a kelnerzy cicho przemieszczali się między stolikami.
Clara usiadła obok mnie.
Wyglądała pięknie w miękkiej niebieskiej sukience, której zakupu wcześniej prawie odmówiła, bo uważała ją za zbyt drogą.
Naprzeciwko nas Sophia siedziała na krześle, które przygotowała dla Clary.
Wydawała się być z siebie niezwykle zadowolona.
Kilka razy zauważyłem, że spogląda w stronę mojej żony.
Najwyraźniej nie zdawała sobie sprawy, że krzesła zostały zamienione.
Lucas wiedział.
Cały czas unikał mojego wzroku.

Kolacja dobiegła końca.
Mistrz ceremonii podszedł do mikrofonu.
„Szanowni Państwo, zanim zaczniemy przemówienia, czy mogę poprosić naszą parę młodą o powstanie?”
Lucas wstał.
Sophia położyła obie ręce na krawędzi stołu i wstała.
Albo próbował.
Jej wyraz twarzy uległ zmianie.
Spojrzała w dół.
Potem pociągnęła mocniej.
Następnie rozległ się hałas, którego nie dało się nie zauważyć.
Pff …
Tylna część jej sukni ślubnej pozostała przymocowana do krzesła.
Sophia sapnęła.
Skręciła i znów pociągnęła.
Kolejny szew pękł.
Ktoś przy sąsiednim stole krzyknął.
Kieliszek szampana uderzył o podłogę.
Kiedy Sophia zdołała oderwać się od krzesła, spory kawałek drogiej, białej tkaniny wciąż był mocno przytwierdzony do poduszki.
Chwyciła najbliższy obrus i owinęła go sobie wokół talii.
Cisza pochłonęła salę balową.
Twarz Sophii pociemniała.
Następnie jej wzrok powędrował po pokoju.
Padło na mnie.
Podniosłem kieliszek.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






