„Bardzo mi przykro.”
„Ostrzegałeś mnie” – wyszeptałem.
„Próbowałem.”
„Powinienem był posłuchać.”
Chwila ciszy. „Gdzie jesteś?” – zapytał.
„Dom w Connecticut”.
“Sam?”
“Tak.”
„Już idę” – powiedział i pułapka została w końcu zastawiona.
Północ w Starym Domu
Stary dom stał za lasem nagich drzew, a okna słabo lśniły w deszczu. Ludzie Marca rozmieścili się na terenie posesji, w ukryciu. Agenci federalni czekali za granicą posesji, prowadzeni przez śledczego, któremu mój ojciec potajemnie ufał lata przed śmiercią. Elena pozostała w strzeżonym ośrodku.
Przynajmniej w taki plan wierzyli wszyscy inni.
Adrian przybył o północy, wchodząc bez pukania, niosąc dwa kieliszki i butelkę najstarszej szkockiej naszego ojca. „Wyglądasz okropnie” – powiedział, lustrując mnie wzrokiem.
„Moja żona nie żyje”.
„Była żona” – poprawił mnie, a ja podniosłam wzrok. Uśmiechnął się blado. Ta jedna korekta powiedziała mi wszystko, co wciąż chciałam wiedzieć o tym, jak bardzo wierzył w swoje zachowanie.
Nalał dwa drinki. „Za Elenę” – powiedział. Nie tknęłam swojego.
Podszedł do kominka. „Wiesz, zawsze ją podziwiałem. Była silniejsza, niż wyglądała”.
„Otrułeś ją.”
Zamarł w pół kroku, po czym powoli odwrócił się do mnie twarzą. Położyłem pendrive’a na stole między nami. Przez sekundę na jego twarzy pojawił się prawdziwy strach. Potem zniknął, schowany za jego zwykłą opanowaną postawą.
„Otworzyłeś je” – powiedział.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






