Adrian nie tylko zdradził Elenę. Zaaranżował cały nasz rozwód, zamordował naszego ojca, zinfiltrował mój własny system bezpieczeństwa i próbował wymazać moje nienarodzone dziecko z istnienia.
Ale to właśnie ten ostatni plik ostatecznie coś we mnie złamał. Zawierał kopię prywatnej dokumentacji medycznej mojej matki. Według niej nie zmarła na raka, jak nam wmawiano przez sześć lat. Zmarła w wyniku długotrwałego narażenia na rzadką toksynę sercową – dokładnie tę samą substancję, którą później znaleziono w ekshumowanej tkance mojego ojca. Tę samą substancję, którą zabójca wniósł do szpitalnego pokoju Eleny.
Adrian zabił ich obu.
Trucizna w witaminach
Dr Bennett weszła, kiedy jeszcze to wszystko analizowaliśmy. „Musisz to zobaczyć” – powiedziała, podając mi wyniki badań krwi Eleny. „Ta sama toksyna również pojawiła się w jej organizmie, ale w małych, powtarzanych dawkach przez długi czas. Ktoś ją stopniowo zatruwał”.
“Jak?”
„Zbadaliśmy wszystko, co wyjęto z jej torebki. Witaminy prenatalne były zanieczyszczone”.
Elena wpatrywała się w butelkę w torbie na dowody. „Adrian sam mi je dał” – powiedziała cicho.
Wtedy ogarnął mnie chłód – już nie wściekłość. Coś cichszego. Coś o wiele groźniejszego niż gniew.
„Nie możemy iść z tym bezpośrednio na policję” – powiedział Marco. „Adrian ma zbyt wielu ludzi w zbyt wielu departamentach”.
„On też oczekuje, że będziemy się ukrywać” – powiedziałem. „Więc tego nie zrobimy”.
Tego popołudnia Mercer Holdings wydał publiczne oświadczenie, w którym ogłosił, że Elena Ross zmarła w wyniku powikłań związanych z nieujawnioną ciążą. Informacja rozeszła się w ciągu kilku minut. Moje publiczne wystąpienie przed szpitalem było krótkie – w czarnym garniturze, z pustym wyrazem twarzy, bez komentarza dla kamer.
Adrian zadzwonił zanim zdążyłem dotrzeć do samochodu.
„Luke” – powiedział cicho, a jego żal brzmiał jak dobrze wyćwiczona kwestia. „Właśnie usłyszałem”.
Nic nie powiedziałem.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






