Deszcz delikatnie uderzał o parasol burmistrza Vance’a. Julian, widząc swoje
ojciec, wygrzebany z błota niczym bity pies, chowając się za nogami
skorumpowani kapitanowie policji.
„Tato! Kazała mi jej pokazać!” – krzyknął Julian.
„Zamknij się, Julian” – warknął burmistrz, nie odrywając ode mnie zimnego wzroku. Spojrzał
na dole, przy otwartym grobie, z wyrazem lekkiego obrzydzenia na twarzy, jakby Eliasz był
rozlał napój na ładny dywan. „Włamałaś się na prywatną posesję, Sarah. Ty
zaatakował mojego syna. I w chwili tragicznej paniki moi kapitanowie będą zeznawać
że wyciągnąłeś na nich broń, zmuszając ich do pokonania cię. Smutny koniec dla
„zestresowany oficer”.
Klęczałem w błocie, z pustymi rękami, a w dłoniach trzymałem fioletową butelkę Pedialyte.
okrążenie. Spojrzałem na trzech kapitanów. Mężczyźni, z którymi piłem kawę. Mężczyźni, z którymi…
zaufali mi i dali mi wsparcie.
„Zamierzasz zastrzelić policjanta, żeby chronić pijanego dzieciaka, który zamordował ojca?”
zapytałem przerażająco spokojnym głosem.
„Chronimy infrastrukturę miasta, Sarah” – powiedział kapitan Miller,
Głos miał napięty, ale celował jasno. „Burmistrz finansuje emerytury. On finansuje
departament. Jeden martwy drwal nie jest wart spalenia miasta. Przykro mi.
„Nie jestem” – odpowiedziałem. Spojrzałem martwo w oczy burmistrza Vance’a. „Naprawdę…
Myślisz, że przyjechałem tu bez polisy ubezpieczeniowej, burmistrzu? Nie jestem nowicjuszem.
Vance prychnął. „Twoje radio jest wyłączone. Twój GPS jest wyłączony. Sprawdziliśmy przed…
„Zamknęła cię w klatce. Nikt nie wie, że tu jesteś.”
„Wyłączyłem radio na komisariacie, tak” – powiedziałem z ponurym, krwawym uśmiechem
pociąga mnie za kącik ust. „Ale zostawiłem otwartą linię mojego prywatnego telefonu komórkowego”
w kieszeni na piersi. I od godziny nieprzerwanie rozmawiam przez telefon z
dyspozytor, który jest jednocześnie geniuszem informatyki śledczej”.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!





