Brak grzebienia.
Krew była poplamiona na jego ramieniu.
Za nim podążyli trzej żołnierze.
Ludzie Garricka.
Nieznajomy obrócił się.
Jego miecz poruszał się z przerażającą prędkością.
Jeden napastnik poległ.
Drugi trafił w ranne ramię.
Nieznajomy się zachwiał.
Elara wypuściła strzałę.
Trafiło do gardła żołnierza.
Ostatni mężczyzna się odwrócił.
Druga strzała zakończyła pytanie.
Zapadła cisza.
Nieznajomy spojrzał na nią.
„Zawsze tak witasz podróżnych?”
Elara trzymała smyczek w górze.
„Tylko ci, którzy przyprowadzają żołnierzy do mojego domu”.
„Nie zabierałem ich ze sobą.”
„Oni byli za tobą.”
„Niefortunny zbieg okoliczności.”
„Zdejmij miecz.”
Uśmiechał się, mimo że po ramieniu spływała mu krew.
“NIE.”
Elara wyciągnęła kolejną strzałę.
Jego uśmiech zniknął.
Kilka minut później siedział w jej drewutni, trzymając miecz trzy metry od niej.
Nazywał się Kael Arden.
Tak przynajmniej twierdził.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






