Łańcuchy zwisały z jego ciała i prowadziły do czarnego tronu.
„Elara” – powiedział.
Pobiegłam do niego, ale morze rozciągało się między nami.
„Żyjesz.”
„Na razie.”
„Powiedz mi, jak się z tobą skontaktować.”
„Nie przychodź.”
„Niczego się o mnie nie dowiedziałeś?”
Za nim pojawił się cień.
Adrian siedział na tronie, mając na głowie Krwawą Koronę.
„Wykorzystuje mnie, żeby skorumpować Pierwszy Płomień” – powiedziała Kaelith.
„Jeśli mu się uda, wszystkie smoki zostaną z nim związane.”
„Zatrzymam go.”
„Musisz zniszczyć koronę, nawet jeśli nadal jestem z nią połączony.”
“NIE.”
„Elara.”
„Nie oddam twojego życia za zwycięstwo”.
„Być może nie masz wyboru”.
Sięgnęłam przez sen i złapałam go za rękę.
Więź rozgorzała na nowo na jedno uderzenie serca.
Jego miłość uderzyła mnie z taką siłą, że obudziłam się zdyszana.
On mnie kochał.
Nie Aelirra.
Nie srebrna linia krwi.
Ja.
Uświadomienie sobie tego faktu rozbiło ostatni mur wokół mojego żalu.
Płakałam aż do świtu.
Potem wstałem, założyłem zbroję zrobioną z jego popiołów i poprowadziłem sojusz w kierunku Krwawej Cytadeli.
ROZDZIAŁ ÓSMY
OSTATNIA KRWAWA KORONA
Krwawa Cytadela stała za równiną pokrytą czerwonym śniegiem.
Jego wieże powstały z połączonych ze sobą kości.
Rzeki krwawej magii płynęły przez rowy wokół murów.
Armia Adriana czekała przed bramami.
Wampiry wypełniały środek.
Związani krwią ludzie strzegli wschodniej flanki.
Nad nami krążyły zepsute smoki.
Kapłani Świątyni Nocy śpiewali z blanków.
Na najwyższej wieży Adrian stał pod Krwawą Koroną.
Vanessa czekała obok niego, ubrana w zbroję wykonaną ze skradzionych Pieczęci Smoka.
Bitwa rozpoczęła się o wschodzie słońca.
Seraphyne poprowadziła smoki przeciwko ich zepsutym pobratymcom.
Wilki Frei przemierzały zamarznięte okopy pod tarczami srebrnego płomienia.
Rowan i mój ojciec dowodzili żołnierzami z Dawnmere w walce z armią wroga, w skład której wchodzili także ich dawni przyjaciele.
Walczyliśmy o rozbrojenie, a nie o zabijanie, jeśli tylko było to możliwe.
Adrian wykorzystał każde wahanie.
Magia krwi zamieniała poległych żołnierzy w broń.
Umarli powstali.
Żywi krzyczeli.
Przemieszczałem się po polu bitwy z Malrekiem i Lucienem.
Trzy pieczęcie otworzyły bramę cytadeli.
W środku ściany szeptały skradzionymi wspomnieniami.
Każdy korytarz próbował nas rozdzielić.
Malrec usłyszał wołanie swojej córki.
Lucien zobaczył swoich martwych braci.
Słyszałem Kaelith.
W miarę jak wspinaliśmy się, złudzenia stawały się coraz silniejsze.
Vanessa czekała w Sali Łańcuchów.
Skradziona Pieczęć Miłosierdzia płonęła na czarno w jej piersi.
„Mógłbyś rządzić u boku Adriana” – powiedziała.
„I spędzić wieczność udając, że jego okrucieństwo było siłą?”
„Myślisz, że twój smok jest inny?”
“Tak.”
„Ponieważ prosi o pozwolenie, zanim zdecyduje o twoim losie?”
„Bo słucha, kiedy odmawiam.”
Vanessa się zaśmiała.
„Miłość uczyniła cię sentymentalnym.”
“NIE.”
Wyciągnąłem miecz.
„Miłość nauczyła mnie różnicy między ochroną a posiadaniem”.
Ona zaatakowała.
Vanessa władała magią krwi z przerażającą precyzją.
Ostrza uformowane z cieni.
Podłoga otworzyła się w paszcze.
Srebrne łańcuchy owinęły się wokół Luciena i pociągnęły go w stronę ścian.
Malrec oderwał się od rzeczywistości, gdy z bocznej komnaty dobiegł głos jego córki.
Walczyłem z Vanessą sam.
Znała każdą bliznę, której powstaniu pomogła.
Każdy z zaklęć oddziaływał na starą ranę.
Pozwoliłem bliznom je wchłonąć.
Vanessa stawała się silniejsza, gdy skażona Pieczęć Miłosierdzia pochłaniała ból więźniów pod cytadelą.
„Nie możesz mnie pokonać, kiedy oni cierpią” – powiedziała.
„W takim razie nie pokonam cię pierwszy.”
Wbiłem Pieczęć Ofiary w podłogę.
Wszystkie drzwi więzienia w cytadeli się otworzyły.
Tysiące jeńców odczuło drogę do wolności.
Koszty uderzyły nas natychmiast.
Moje wspomnienia zaczęły znikać.
Zapomniałem o klasztorze.
Zapomniałem, kiedy Kaelith pierwszy raz niosła mnie po niebie.
Zapomniałem dokładnie koloru jego oczu.
„Nie” – szepnąłem.
Vanessa dostrzegła mój strach.
„Co było potrzebne?”
Trzymałem się jednej prawdy.
On mnie kochał.
Nawet gdy wspomnienia wyblakły, to pozostało.
Vanessa przywołała włócznię ciemności.
Zanim zdążyła rzucić, Malrec wrócił, niosąc na rękach młodą kobietę.
Jego córka przeżyła.
Za nim podążały setki uwolnionych więźniów.
Wypowiedzieli imiona, które Vanessa im ukradła.
Każde imię ją osłabiało.
Zniszczona Pieczęć Miłosierdzia oderwała się od jej piersi.
Złapałem to.
Srebrny ogień przywrócił go do życia.
Vanessa upadła na kolana.
Głos Adriana rozbrzmiał w sali.
„Zawiodłeś mnie.”
Magia krwi pod skórą Vanessy zapłonęła.
Krzyknęła, gdy zaklęcia, których używała, by kontrolować innych, obróciły się przeciwko niej.
Wyciągnąłem do niej rękę.
Odtrąciła moją rękę.
„Nie przyjmę twojego miłosierdzia”.
„To nie jest rozgrzeszenie”.
Jej złote oczy spotkały się z moimi.
Po raz pierwszy zobaczyłem przestraszoną kobietę pod nieśmiertelną maską.
„A więc co to jest?”
„Wybór.”
Adrian zwiększył kontrolę.
Ciało Vanessy zaczęło rozpuszczać się i zamieniać w krew.
Spojrzała w stronę sali tronowej.
„Ukryłem komendę wewnątrz korony”.
„Jaki rozkaz?”
„Jednego Adrian nigdy nie odkrył.”
Jej uśmiech powrócił, przerywany i gorzki.
„Rozkaz zdrady tego, kto go nosi”.
Vanessa chwyciła mnie za rękę i wcisnęła tajemnicę do Pieczęci Prawdy.
Potem jej ciało rozsypało się i zamieniło w popiół.
Kontynuowaliśmy wspinaczkę.
Lucien pozostał, aby chronić uwolnionych więźniów.
Malrec zaprowadził mnie do sali tronowej.
Adrian siedział na czarnym tronie zawieszonym nad czerwonym morzem Krwawego Królestwa.
Za nim wisiała Kaelith na srebrnych łańcuchach.
Jego ciało zmieniało formę z smoczej na ludzką.
Pierwszy Płomień płonął w jego piersi, stając się ciemniejszy z każdym uderzeniem serca.
„Przyszedłeś” – powiedział Adrian.
„Wiedziałeś, że tak zrobię.”
„Wiedziałem, że miłość uczyni cię przewidywalnym.”
“NIE.”
Podniosłem odrestaurowane pieczęcie.
„To sprawiło, że nie chciałem być tobą.”
Adrian zstąpił z tronu.
Krwawa Korona wrosła w jego czaszkę, a jej czarne punkty poruszały się jak żywe palce.
„Spójrz na zewnątrz, Elara.”
Ściany stały się przezroczyste.
Nasze armie przegrywały.
Seraphyne została przytłoczona przez zepsute smoki.
Związani krwią żołnierze otoczyli Rowana.
Wilki Frei utknęły przy wschodniej ścianie.
„Uklęknij” – powiedział Adrian – „a ja ich oszczędzę”.
Kaelith otworzył oczy.
„Nie.”
Adrian wbił mu łańcuch w klatkę piersiową.
Poczułem ból Kaelith poprzez przywróconą więź.
„Uklęknij” – powtórzył Adrian.
Zniżyłem się.
Kaelith ryknął.
Adrian się uśmiechnął.
Fałszywy król podszedł i dotknął mojej twarzy.
“W końcu.”
Spojrzałem w jego szkarłatne oczy.
„Vanessa zostawiła ci ostatni prezent.”
Jego uśmiech zniknął.
Aktywowałem polecenie ukryte w Pieczęci Prawdy.
ZDRADZIĆ TEGO, KTÓRY NOSI.
Korona Krwawa zwrócona do wewnątrz.
Its points pierced Adrian’s skull.
He screamed as every blood oath he had created rebelled against him.
Across the battlefield, soldiers regained control of their bodies.
Corrupted dragons broke formation.
The alliance surged forward.
Adrian struck me with enough force to shatter stone.
I crashed beside the red sea.
The three seals scattered.
Adrian tore the crown partly free, ripping flesh from his head.
“You think a dead lover and a traitorous whore can defeat me?”
He raised both hands.
The Blood Realm opened.
Millions of stolen voices poured into him.
His body expanded.
Wings of bone tore from his back.
The Blood Emperor rose above the throne room.
Malrec began reciting the Covenant of Eternal Blood.
Adrian crushed him against a pillar.
The priest fell, gravely wounded.
“Elara,” Kaelith gasped.
The chains binding him led directly to the crown.
Destroying Adrian would destroy Kaelith.
The prophecy had brought us to the same impossible choice.
Save the realm or save the man I loved.
Adrian knew it.
“You cannot have both.”
I gathered the three seals.
Truth.
Mercy.
Sacrifice.
For centuries, rulers had treated them as separate virtues.
They were not.
Truth without mercy became cruelty.
Mercy without sacrifice became convenience.
Sacrifice without truth became obedience.
I pressed all three seals together.
Silver fire formed an empty crown within my hands.
The lawful crown did not choose a ruler.
It waited for a ruler to choose what power should mean.
I placed the crown upon the ground.
“I reject dominion.”
Adrian laughed.
“Then you reject victory.”
“I reject every crown that requires another person to kneel.”
The silver crown shattered.
Its light spread through the Blood Realm.
Every soul imprisoned within the red sea rose.
The dead rulers of Dawnmere appeared.
The forgotten vampires murdered by Blackveil appeared.
Aelirra emerged among them.
She looked at Kaelith.
He stared at her with centuries of grief in his eyes.
She smiled.
Then she turned to me and bowed.
The ancient souls seized Adrian’s blood chains.
For the first time, the Blood Emperor understood fear.
“No throne exists without obedience,” he shouted.
“Then stand alone,” I answered.
Every oath binding Adrian broke.
The chains released Kaelith.
He fell.
I caught him.
Adrian’s body collapsed inward as the stolen power abandoned him.
He returned to human form before striking the ground.
The Sanguine Crown cracked.
He crawled toward it.
“I am Blackveil.”
A man stepped from among the freed spirits.
He wore the original crest of the vampire kingdom.
“No,” the spirit said.
“You are the thief who inherited another thief’s name.”
Adrian screamed as the Blood Realm pulled him beneath the red sea.
The crown followed.
Silence filled the throne room.
Kaelith lay motionless in my arms.
His flame had gone out.
“No,” I whispered.
The realm had been saved.
The prophecy had been fulfilled.
And still, I had lost him.
I pressed my forehead to his.
“You asked me to survive long enough to learn who I am when no one is asking me to bleed.”
My tears fell across his face.
„Jestem kobietą, która cię kocha.”
Nie było odpowiedzi.
„Nie kocham cię, bo proroctwo umieściło cię pod moim ołtarzem”.
Jego skóra stała się zimniejsza.
„Uwielbiam twoją niewiarygodną cierpliwość, twoją fatalną dyplomację, twoją niewygodną szczerość i sposób, w jaki patrzysz na mnie, jakby przetrwanie mogło stać się czymś więcej niż obowiązkiem.”
Srebrny popiół pokrywający moją zbroję uniósł się.
Wbiło się w jego klatkę piersiową.
Pierwszy Płomień odpowiedział.
Kaelith wciągnęła powietrze.
Otworzył oczy.
Wypełniło je srebrno-niebieskie światło.
„Zapomniałeś wspomnieć o moim doskonałym poczuciu humoru” – wyszeptał.
Zaśmiałem się i uderzyłem go w ramię.
Potem przyciągnął mnie do siebie.
Nasz pierwszy pocałunek smakował łzami, dymem i świtem, którego żadne z nas nie wierzyło, że dożyje.
Krwawa Cytadela zaczęła się walić.
Kaelith przeobraziła się pode mną.
Przelecieliśmy przez rozpadający się dach, gdy wojska alianckie szturmowały dziedziniec.
Za nami twierdza pogrążyła się w Krwawym Królestwie.
Czerwone niebo pękło.
Nastał poranek.
ROZDZIAŁ DZIEWIĄTY
KRÓLOWA, KTÓRA WYBRAŁA MIŁOŚĆ
Wojna zakończyła się przed zachodem słońca.
Większość żołnierzy Blackveil poddała się, nie ulegając wpływom Adriana.
Ocalali Kapłani Krwi zostali aresztowani przez obrońców Kasjana.
Zepsute smoki podążyły za Seraphyne do Srebrnych Szczytów, gdzie Pierwszy Płomień miał je uleczyć.
Arcykapłan Malrec przeżył.
Jego córka nie chciała odejść od jego łóżka.
Tomasz poprowadził dwanaście tysięcy cywilów drogą zachodnią, nie tracąc ani jednego dziecka.
Królowa Alfa Maeve później oświadczyła, że jego służba nie wymazała jego czynów, lecz udowodniła, że życie może stać się czymś więcej niż najgorszym momentem.
Imię Vanessy podzieliło sądy.
Niektórzy nazywali ją potworem.
Inni nazywali ją ostatnią ofiarą Adriana.
Zarządziłem, aby w pełnym zapisie uwzględniono obie prawdy.
Sprawiedliwość nie stałaby się kolejną formą wygodnego wspomnienia.
Siedem Tronów zebrało się miesiąc później w odrestaurowanej katedrze Saint Veyra.
Tym razem ołtarz krwi zniknął.
Na jego miejscu stał okrągły stół bez najwyższego miejsca.
Przybyli przedstawiciele z Krainy Świtu, Księżycowego Lasu, Srebrnych Szczytów, południowych królestw ludzi i wyzwolonych prowincji wampirów.
Mój ojciec tymczasowo odzyskał tron Dawnmere.
Rowan został dowódcą straży alianckiej.
Królowa Seraphyne przywróciła Kaelithowi tytuł Króla Smoków, choć nalegał, aby rada zachowała władzę nad szczytami.
Wampiry-szlachcice stanęli przed najtrudniejszym pytaniem.
Ród Blackveil władał nimi przez stulecia.
Jego prawowiti spadkobiercy zniknęli.
Przynajmniej Adrian tak uważał.
Podczas badań pod katedrą Cassian odnalazł żyjącego potomka pierwotnego rodu Blackveil.
Była uzdrowicielką o imieniu Livia Nocturne, która poświęciła całe życie leczeniu biednych rodzin we wschodnim dystrykcie.
Liwia nie chciała tronu.
„To może być najsilniejszy dowód działający na twoją korzyść” – powiedział Cassian.
Zgodziła się pełnić funkcję Pierwszego Konsula do czasu, aż prowincje wampirów utworzą wybraną radę.
Po raz pierwszy Blackveil stało się nazwą ludu, a nie własnością króla.
Kiedy Siedem Tronów zaproponowało mi zwierzchnictwo nad Dawnmere i dawnym Królestwem Nocy, odmówiłem.
„Będę strażnikiem przymierza” – powiedziałem – „ale nie zastąpię jednego imperium innym”.
Szlachta zaszemrała.
Cassian się uśmiechnął.
„Jaki tytuł by Cię zadowolił?”
„Żadna, która dawałaby mi prawo własności do innego królestwa”.
Freya pochyliła się ku Rowana.
„Ona zamierza bardzo utrudnić ceremonie przedstawienia”.
Rowan skinął głową.
„Ona to lubi.”
Rada nadała mi tytuł Srebrnej Królowej. Zostałam mediatorką wybieraną przez sprzymierzone królestwa na siedmioletnią kadencję.
Smoki narzekały, że siedem lat to absurdalnie krótki okres.
Ludzie narzekali, że jest niebezpiecznie długi.
Wilki uznały, że brak porozumienia jest dowodem dobrego kompromisu.
Po ceremonii znalazłem Kaelith na dachu katedry.
Miasto rozciągało się pod nami.
Rusztowania przykryły uszkodzone wieże.
Rynki zostały ponownie otwarte.
Dzieci bawiły się wśród fontann, nie zauważając, że wokół nich odbudowuje się historia.
Kaelith stała w ludzkiej postaci pod wieczornym niebem.
„Odrzuciłeś imperium” – powiedział.
„Nabyłem alergii na wiecznych władców”.
„Powinienem się martwić.”
„Już raz oddałeś swój tron”.
„Dowiedziano mi się wiarygodnie, że poświęcanie się jest niezdrowym nawykiem”.
Dołączyłem do niego na krawędzi.
Część moich wspomnień powróciła po zniszczeniu Krwawej Korony.
Inni odeszli na zawsze.
Pamiętałem śmiech mojej matki, ale nie jej głos.
Pamiętałem, że lataliśmy z Kaelith, ale nie wszystkie słowa, jakie wymieniliśmy.
Straty bolą.
Przypomnieli mi również, że zwycięstwo nigdy nie było czymś darmowym.
„Czy dobrze pamiętasz Aelirrę?” – zapytałem.
“Tak.”
„Czy nadal ją kochasz?”
Kaelith nie odwróciła wzroku.
“Tak.”
Jego szczerość mnie przeszyła, ale wziął mnie za rękę.
„Miłość nie staje się fałszywa, ponieważ kończy się śmiercią”.
“NIE.”
„To, co do niej czułem, było odzwierciedleniem człowieka, którym byłem”.
„A co ty do mnie czujesz?”
Jego palce zacisnęły się na moich.
„Rzuciłeś mi wyzwanie, kiedy oddawanie czci Bogu byłoby łatwiejsze”.
Podszedł bliżej.
„Widziałeś, co smutek ze mnie zrobił i odmówiłeś nazwania tego szlachetnością”.
Jego czoło dotknęło mojego.
„Sprawiasz, że pragnę przyszłości, która nie będzie przeprosinami za przeszłość”.
Więź ta niosła ze sobą prawdę zawartą w każdym słowie.
„Kocham cię, Elaro Dawnmere.”
„Nie Aelirra?”
Jego usta wygięły się.
„Nigdy nie ukrywała noży w obu butach.”
„Lewy nóż jest przydatny.”
„To jest dekoracyjne.”
Pocałowałam go, zanim zdążył dokończyć obrażanie mojej broni.
Gdy się rozstaliśmy, zaczęły bić miejskie dzwony.
„Co to jest?” zapytałem.
Kaelith spojrzał w stronę zachodniego nieba.
Rozpoczęło się srebrzyste zaćmienie.
Księżyc przesuwał się przed słońcem, otaczając świat pierścieniem bladego ognia.
Smoki wyłoniły się z chmur.
Nie setki.
Tysiące.
Przybyli z ukrytych dolin, odległych kontynentów i wysp wymazanych z każdej mapy.
Starożytny znak niebiański ich przebudził.
Kaelith patrzyła ze zdumieniem.
„Era smoków powraca”.
„Czy to dobrze?”
„To zależy.”
„Na czym?”
„Czy nauczyli się dyplomacji”.
Smok dwa razy większy od Kaelitha ryknął nad miastem i rozbił sześć niedawno naprawionych okien.
Westchnąłem.
„Jesteśmy skazani na zagładę”.
Kaelith się roześmiała.
Dźwięk niósł się po dachu, wolny od smutku.
ROZDZIAŁ DZIESIĄTY
NOWY ŚWIT DLA KAŻDEGO KRÓLESTWA
Rok po upadku Krwawej Korony wróciliśmy do Srebrnych Szczytów na nasz ślub.
Nie było ołtarza krwi.
Nie było ślubowań własnościowych.
Nie było żadnej umowy zobowiązującej do przekazania imion, królestw, ciał ani spadkobierców.
Uroczystość miała miejsce nad jeziorem zawieszonym między dwiema górami.
Smoki krążyły pod wodą i ponad chmurami.
Wilki zebrały się wśród srebrnych drzew.
Wampiryczne latarnie unosiły się w świetle dziennym, nie płonąc.
Ludzcy muzycy grali obok smoczych śpiewaków, których głosy sprawiały, że góry szumiały.
Mój ojciec odprowadził mnie na brzeg.
Jego stan zdrowia się poprawił, choć teraz posługiwał się srebrną laską.
„Możesz jeszcze zmienić zdanie” – powiedział.
„O Kaelith?”
„O ceremonii.”
„Lubisz Kaelith.”
„Szanuję Kaelith.”
„Wczoraj wieczorem grałeś z nim w szachy przez sześć godzin.”
„Badałem jego charakter”.
„Pozwolił ci wygrać.”
Mój ojciec przestał chodzić.
„Nie zrobił tego.”
„Powiedział mi, że tak.”
Niebezpieczne światło wdarło się do oczu króla.
„Mogę rozważyć ponowne rozważenie tego małżeństwa”.
Na brzegu wody Rowan czekał obok Kaelith.
Mój brat miał na sobie formalną zbroję Dawnmere i uśmiechał się, ale bezskutecznie próbował to ukryć.
Kaelith nosiła srebro i czerń.
Włosy miał związane na karku.
Blizna nad sercem pozostała widoczna ponad kołnierzykiem.
Gdy na mnie spojrzał, świat ucichł.
Nie dlatego, że wymagała tego magia.
Nie dlatego, że proroctwo nas wybrało.
Ponieważ mnie zobaczył.
Dotarłem do niego.
Przed nami stał arcykapłan Malrec, choć nie chciał odzyskać swojego dawnego tytułu.
Teraz nazywał siebie Strażnikiem Przymierza.
„Żadne starożytne prawo nie rządzi złożoną tu obietnicą” – powiedział Malrec.
„Żadna korona nie będzie rościła sobie prawa do władzy nad nią”.
Kaelith wzięła mnie za obie ręce.
„Elaro Dawnmere, nie oferuję ci królestwa, na które nie zasługujesz, żadnej ochrony, której nie wybrałaś, i żadnej wieczności, której nie możesz odrzucić”.
Jego srebrne oczy wpatrywały się w moje.
„Oferuję moją prawdę, moje niedoskonałe miłosierdzie, moją gotowość do poświęceń, nie używając poświęcenia jako broni, i każdego dnia mam to szczęście, że mogę stać u twego boku”.
Emocje ścisnęły mi gardło.
Przygotowałem przemówienie.
Zniknęło każde słowo.
„Kiedyś wierzyłem, że przetrwanie jest tym samym, co życie” – powiedziałem.
„Pokazałeś mi, że przyszłość może oznaczać coś więcej niż brak łańcuchów”.
Więź między nami się ociepliła.
„Wybieram cię, gdy będziesz smokiem, królem, irytującym dyplomatą lub po prostu człowiekiem, który kradnie połowę moich koców.”
Kaelith wyglądała na obrażoną.
„Generuję więcej ciepła”.
„Kradniesz je.”
Śmiech rozległ się w zebranych królestwach.
Zacisnęłam dłonie na jego dłoniach.
„Wybieram cię bez proroctwa, bez zobowiązań i bez oddawania jakiejkolwiek części siebie”.
Jego głos złagodniał.
„I wybieram każdą część, którą mi dobrowolnie dajesz.”
Malrec zamknął nowe przymierze.
„Więc stańcie jak równi sobie.”
Kaelith mnie pocałowała.
Góry odpowiedziały.
Srebrny płomień przetoczył się przez jezioro, nie spalając go.
Tysiące smoków zaryczało.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






