Wilki wyły.
Wampiryczne latarnie rozbłysły gwiazdami.
Przez jedną idealną chwilę wszystkie królestwa świętowały tę samą przyszłość.
Później, gdy goście ruszyli w stronę pałacu, Kaelith i ja pozostaliśmy nad jeziorem.
Zdjąłem srebrne buty, które według Seraphyne były niezbędne podczas ceremonii, i boso wszedłem do wody.
Kaelith obserwowała z brzegu.
„Łamiesz protokół królewski”.
„Odrzuciłem imperium”.
„Tak.”
„Zniszczyłem dwie korony.”
„Technicznie rzecz biorąc, jedna korona uległa zniszczeniu.”
„Nie noszę butów.”
Zdjął buty i dołączył do mnie.
Słońce wzeszło między górami.
Jego światło zabarwiło jezioro na srebrno.
Nad nami młode smoki pędziły przez chmury.
Za szczytami, drogi niegdyś zamknięte ze strachu, łączyły królestwa, które przez stulecia przygotowywały się do wojny.
Pojawią się nowe konflikty.
Pokój nie zniweczył ambicji, uprzedzeń i żalu.
Świątynia Nocy nadal wymagała reformy.
Wampirze prowincje wciąż kłócą się o władzę.
Ludzcy arystokraci nadal bali się mocy smoków.
Wielu starszych smoków uważało siedmioletnie kadencje polityczne za obrazę dla inteligentnej cywilizacji.
Aby wyleczyć się, potrzeba czegoś więcej niż tylko zwycięskiej bitwy.
Wymagałoby to zwykłej odwagi powtarzanej przez pokolenia.
Kaelith objął mnie ramieniem.
„O czym myślisz?”
„Że ratowanie świata jest łatwiejsze niż rządzenie nim”.
„Próbowałem cię ostrzec.”
„Ostrzegałeś mnie przede wszystkim przed starożytnymi koronami i magią krwi.”
„Zakładałem, że niebezpieczeństwo związane ze spotkaniami komisji jest oczywiste”.
Oparłam głowę o jego plecy.
„Czy żałujesz, że obudziłeś się pod katedrą?”
Jego odpowiedź nadeszła bez wahania.
“NIE.”
„Nawet po tym wszystkim, co straciłeś?”
„Obudziłam się z przekonaniem, że świat przywrócił Aelirrę do życia”.
Jego ręka znalazła moją pod wodą.
„Zamiast tego dało mi kogoś, kogo nigdy wcześniej nie znałem”.
Wschodzące słońce rozjaśniło jego oczy.
„Ktoś bardziej uparty.”
“Ostrożny.”
„Jeszcze bardziej lekkomyślne.”
„Kaelith.”
„O wiele bardziej niebezpieczne”.
Ochlapałem go.
Starożytny Król Smoków wpatrywał się w wodę, która przyciemniała jego srebrne szaty.
Potem wziął mnie w ramiona.
Śmiałem się, gdy niósł mnie głębiej do jeziora.
„Nie odważyłbyś się.”
„Walczyłem z Krwawymi Imperatorami.”
„Boisz się mojego ojca.”
„Jest niepokojąco ambitny”.
„Pozwoliłeś mu wygrać.”
„To była dyplomacja”.
Objęłam go ramionami za szyję.
„A to?”
Jego wyraz twarzy złagodniał.
„To jest oddanie.”
Pocałował mnie pod wschodzącym słońcem.
Nad Srebrnymi Szczytami wzbiły się w powietrze smoki.
Pierwszy Płomień płonął bez łańcuchów.
Królestwa przebudziły się pod niebem, w którym nie było już krwi.
I po raz pierwszy od wieków świt należał do wszystkich.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






