Uśmiech Kane’a zamarł.
Wtedy otworzyły się drzwi odległego hangaru i do środka wszedł komandor Elias Voss.
Był starym dowódcą marynarki wojennej, srebrnowłosym, odznaczonym, nietykalnym. Zatrzymał się dziesięć stóp ode mnie.
Jego twarz się zmieniła.
Kolor z niego odpłynął.
Spojrzał na tatuaż biegnący wzdłuż mojego kręgosłupa i szepnął: „Skąd masz ten znak?”
W końcu odwróciłem głowę.
„Z misji, którą zakopałeś.”
Część 2
W hangarze zapadła tak wielka cisza, że słyszałem stygnący za mną helikopter, tykanie metalu przypominające odliczanie.
Komandor Voss podszedł bliżej. Teczka lekko wyślizgnęła mu się z dłoni. „Wszyscy na zewnątrz” – powiedział.
Kane zaśmiał się raz, za głośno. „Panie, z całym szacunkiem, ta kobieta jest objęta śledztwem”.
Voss nie spojrzał na niego. „Powiedziałem, żeby wszyscy wyszli.”
Nikt się nie ruszył.
Kapitan Royce odchrząknął. „Komandorze, sierżant Kane odkrył nieautoryzowane kody w jej szafce. Uważamy, że ma to związek z zaginioną bronią”.
„Nie” – powiedziałem cicho. „Wierzysz, że kłamstwo wytrzyma jeszcze dwadzieścia minut”.
Oczy Kane’a się zwęziły. „Uważaj, kochanie.”
To słowo przywołało we mnie wspomnienie – kurz, dym, zepsute radio, mój zespół krwawiący w obcej dolinie, podczas gdy ludzie w czystych mundurach uznali, że bardziej przydamy się martwi, niż uratowani.
Uśmiechnąłem się.
To sprawiło, że Kane poczuł się nieswojo.
Voss też to zauważył. Jego głos opadł. „Lena Cross nie jest jej prawdziwym stanowiskiem operacyjnym”.
Twarz Royce’a się ściągnęła. „Proszę pana?”
Zanim Voss zdążył powiedzieć coś więcej, Kane złapał moją kurtkę i rzucił mi ją w pierś. „Załóż ją. Koniec z występem”.
Złapałem go, ale nie założyłem.
„Powinieneś sprawdzić, kto podpisał moje upoważnienie dla wykonawcy” – powiedziałem.
Royce podszedł bliżej. „Dość.”
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






