REKLAMA

Stary pszczelarz sprzedawał miód, żeby edukować swoje pięcioro adoptowanych wnucząt. Kto chciałby odziedziczyć ul, gdy się zestarzeje?

REKLAMA
Stary pszczelarz sprzedawał miód, żeby edukować swoje pięcioro adoptowanych wnucząt. Kto chciałby odziedziczyć ul, gdy się zestarzeje?
REKLAMA

Stary pszczelarz wychował pięcioro adoptowanych wnucząt sprzedając miód. Kiedy się zestarzał, kto chciał odziedziczyć pasiekę?
Dziadek Savely mieszkał w lesie.
Nie w pobliżu lasu, ani obok niego, ale w samym jego sercu. Od jego pasieki do najbliższej wioski było piętnaście wiorst nieprzebytej tajgi. Zimą chodzili tam na nartach. Latem pieszo, ścieżką znaną tylko jemu i dzikim zwierzętom.
Obcy nigdy tędy nie przechodzili. Nawet mieszkańcy wioski rzadko tamtędy chodzili. Bali się.
Ludzie mówili, że Savely jest czarownikiem. Mówili, że ma do czynienia z duchem lasu. Mówili, że niedźwiedź przyszedł do jego pasieki i zabrał miód prosto z jego rąk.
Wszystko to było nieprawdą — z wyjątkiem niedźwiedzia.

Reklama

Niedźwiedź rzeczywiście przyszedł. Ale nigdy nie wziął miodu. Po prostu siadał na skraju polany, wąchał powietrze, a potem wracał do lasu.
Savely mu nie przeszkadzał, a niedźwiedź też nie.
Pasieka Savely’ego była obiektem zazdrości całego regionu.
Miał 120 uli i 120 kolonii pszczół. Jego pszczoły były wyjątkowe – ciemne pszczoły leśne, agresywne, ale pracowite. Ich miód był gęsty, pachnący, głęboko bursztynowy, w niczym nie przypominał wodnistej słodyczy produkowanej przez pasieki na południu.
Ludzie kupowali jego miód tak szybko, jak go sprzedawał.
Jednak Savely sprzedawał go tylko w jednym miejscu – na moskiewskim targu. Raz w roku, pod koniec sierpnia, ładował swoje metalowe beczki na przejeżdżającą ciężarówkę i jechał do stolicy.
Tam był znany. Oczekiwany.
Za każdym razem, gdy starzec pojawiał się w swojej znoszonej pikowanej kurtce, z siwą brodą i wszechobecnym zapachem wosku pszczelego, natychmiast ustawiała się kolejka.
Sprzedał miód bez słowa. W milczeniu postawił słoiki na ladzie. W milczeniu nabrał miód chochlą. W milczeniu wsypał pieniądze do starego portfela.
„Sawieli Pietrowiczu, jak ci idzie w tym roku? Dobry miód?” – pytali.
„Miód zawsze dobry” – odpowiadał. „Pszczoły nigdy nie robią nic złego. Ludzie tak”.
Potem się odwracał.
W ciągu trzech dni sprzedaży zarobił tyle, ile niektórzy przez cały rok.
I ani grosza z tych pieniędzy nie wydał na siebie.
Wszystko wydał na wnuki.
Sawieli miał pięcioro wnucząt.

Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!

REKLAMA
REKLAMA