REKLAMA

Stary pszczelarz sprzedawał miód, żeby edukować swoje pięcioro adoptowanych wnucząt. Kto chciałby odziedziczyć ul, gdy się zestarzeje?

REKLAMA
Stary pszczelarz sprzedawał miód, żeby edukować swoje pięcioro adoptowanych wnucząt. Kto chciałby odziedziczyć ul, gdy się zestarzeje?
REKLAMA


Bóg nigdy nie dał mu dzieci. Jego żona zmarła młodo przy porodzie, a dziecko też nie przeżyło. Sawieli został sam.
Przez około dziesięć lat żył jak pustelnik, a jego jedynymi towarzyszami były ule, las i cisza.
Potem wieś nawiedziła tragedia. Sąsiedzi, Petrowowie, mieli córkę, która urodziła syna bez męża. Rok później zmarła na serce. Chłopiec został z babcią.
Kiedy babcia zmarła, Savely udał się do rodziny i powiedział:
„Oddajcie go mnie. Ja go wychowam”.
Zgodzili się.
To był jego pierwszy wnuk, Alocha.
Wkrótce wieść o tym, że Savely przygarnia sieroty, rozeszła się po okolicy. Dzieci zaczęły do ​​niego przychodzić. Niektórzy przychodzili z prośbami, inni po prostu zostawiali dzieci pod jego drzwiami.
Tak oto miał ich pięcioro.
Żadne z nich nie było z nim spokrewnione, ale wszyscy byli z nim związani sercem: Alosza, Dimka, Anton, Marina i najmłodsza Tania.
Tania została mu przyprowadzona, gdy miała zaledwie rok, owinięta w starą pikowaną kurtkę. Ktoś postawił ją na progu, zapukał i wyszedł.
Do dziś nikt nie wie, kto ją porzucił.
Sawieli nigdy nie odmówił dziecku.
Przygarniał je. Wychowywał. Uczył je.
Pieniądze z pasieki wystarczały akurat na ubrania i buty, zeszyty szkolne, a w końcu na studia.
Kiedy Alosza dostał się na medycynę, Sawieli sprzedał swoje zapasy miodu i wysłał jej wszystkie pieniądze na akademik.
Następnie Dimka poszedł na studia inżynierii naftowej. Anton poszedł na prawo, Marina wstąpiła do kolegium nauczycielskiego, a Tania – najmłodsza i najcichsza – studiowała rolnictwo.
Sawieli kontynuował sprzedaż miodu ze swoich zapasów, aby przesyłać wnukom pieniądze na edukację.
„Uczcie się” – powtarzał im za każdym razem, gdy wysyłał zapłatę. „Uczcie się, moje dzieci. Pszczoły będą dalej pracować. Nie mają nic przeciwko. Po to żyją”.
I pszczoły pracowały.
Lata mijały.
Wnuki skończyły studia i rozproszyły się po kraju.
Alosza został lekarzem w szpitalu rejonowym. Był teraz ordynatorem, ważnym człowiekiem w okularach i z dużym brzuchem.
Dimka zajął się przemysłem naftowym. Przenosił się z jednego zlecenia na drugie i zarabiał krocie.
Anton otworzył kancelarię prawną w Moskwie, jeździł drogim zagranicznym samochodem i nosił garnitury szyte na miarę.
Marina wyszła za mąż za oficera, przeprowadziła się do innego regionu i urodziła dwoje dzieci.
Tania pracowała jako agronom gdzieś na południu, zarządzając szklarniami.
Cała piątka rzadko myślała o dziadku.
Dzwonili do niego w Nowy Rok i w jego urodziny. Wysyłali pocztówki. Czasami wysyłali pieniądze.
Savely odmawiał przyjmowania przelewów i odsyłał pieniądze.
„Będziecie ich potrzebować” – mawiał. „Mam wszystko, czego potrzebuję”.
I to była prawda.
Miał wszystko: małą chatkę przy pasiece, 120 uli, pszczoły, las, rzekę i ciszę.
Ale mijające lata dały mu się we znaki.
W wieku 75 lat Savely nie mógł już podnosić pojemników z miodem, bo plecy odmawiały mu posłuszeństwa.
W wieku 78 lat zaczął tracić wzrok.
Pszczoły wyczuły jego słabość i częściej go żądliły.
Miodu było z roku na rok coraz mniej. Ule były stare i wymagały napraw, ale on nie miał już na to siły.

Zrozumiał, że za rok lub dwa pasieka popadnie w ruinę. Pszczoły odejdą. Las pochłonie ścieżkę.
Wszystko, czemu poświęcił życie, zniknie.
Napisał więc list.
List do swoich pięciorga wnucząt.
„Moje drogie dzieci, wracajcie do domu. Musimy porozmawiać. Czas oddać miodownię komuś. Dziadkowi”.
Przyjechali.
Nie przyjechali wszyscy naraz, ale skoordynowali swoje plany na sierpień, kiedy każdemu z nich udało się znaleźć kilka dni wolnego.
Po raz pierwszy od wielu lat zebrali się w tej samej chacie, w której dorastali.
Alosza przybył pierwszy.
Wysiadł z czarnego SUV-a, który lśnił jak fortepian. Miał na sobie drogie buty i drogi zegarek. Obszedł chałupę i zmarszczył brwi.
„Dziadku, tu nawet nie ma zasięgu. Przegapiłem ważny telefon”. „
Idź do ula” – powiedział Sawieli. „Tam jest zasięg. Możesz porozmawiać z pszczołami”.
Alosza nie zrozumiał żartu.

Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!

REKLAMA
REKLAMA