REKLAMA

Stary pszczelarz sprzedawał miód, żeby edukować swoje pięcioro adoptowanych wnucząt. Kto chciałby odziedziczyć ul, gdy się zestarzeje?

REKLAMA
Stary pszczelarz sprzedawał miód, żeby edukować swoje pięcioro adoptowanych wnucząt. Kto chciałby odziedziczyć ul, gdy się zestarzeje?
REKLAMA


Potem Dimka przyjechał podobnym SUV-em, tyle że jej był srebrny.
Następnie Anton przyjechał luksusową limuzyną z moskiewskimi tablicami rejestracyjnymi.
Marina wzięła taksówkę z centrum dzielnicy.
Tania przyjechała ostatnia, starym autobusem, z plecakiem przewieszonym przez ramię.
Usiedli przy tym samym stole, przy którym odrabiali lekcje przy świetle lampy naftowej.
Sawiely przygotował samowar, wyjął miód i pokroił bochenek chleba.
„No, powiedz mi” – powiedział. „Jak ci się żyje?”
Zaczęli rozmawiać.
Alosza mówił o szpitalu, reformie opieki zdrowotnej, braku lekarzy i bezużyteczności większości pozostałych.
Dimka mówił o kontraktach naftowych, sankcjach i cenie baryłki ropy.
Anton mówił o procesach, swoich klientach i o tym, jak głupi są wszyscy wokół.
Marina mówiła o mężu, dzieciach i trudnościach życia w wojsku.
Tania milczała.
Słuchała i obserwowała dziadka.
Sawiely też słuchał. Pogłaskał brodę i skinął głową.
„Dobrze ci idzie” – powiedział w końcu. „Dobrze. A teraz porozmawiajmy o tym, co naprawdę ważne. O bartnicy. Sto dwadzieścia uli. Las. Miód. Jestem już stary. Moje ręce nie są już takie jak kiedyś. Ani plecy. Czas zdecydować. Komu to oddać?”
W pokoju zapadła cisza.
Anton odezwał się pierwszy.
„Dziadku, myślałeś kiedyś o sprzedaży?”
„Sprzedaniu czego?”
„Miodownia. Ziemia. Ten las. Są tu hektary ziemi. Wiesz, ile ta ziemia jest teraz warta? Moglibyśmy tu zbudować drogę. Moglibyśmy stworzyć rezerwat przyrody albo ośrodek wypoczynkowy. Zarabia się na tym miodzie okruszki, ale ziemia może przynieść miliony”.
„Miliony” – powtórzył Savely.
Jego głos pozostał spokojny, ale palce ściskające kubek zrobiły się białe.
„Miliony to w porządku. Ale co z pszczołami?”
„Co z nimi?”
„Co zrobisz z pszczołami? Jest ich 120 rodzin. Żyją. Zbierają miód. Utrzymują tę ziemię. Gdzie je umieścisz?”
Anton wzruszył ramionami.
„Cóż… moglibyśmy je oddać innemu pszczelarzowi za symboliczną cenę”.
„Za symboliczną cenę” – powiedział Savely, odstawiając kubek. „Więc wykształciłem wszystkich za symboliczne pieniądze? Czy to symboliczny miód wiozłem do Moskwy?” „Czy to te symboliczne pszczoły pomogły ci odnieść sukces?”
Anton zamilkł.
Do rozmowy włączyła się Aliocha.
„Dziadku, dlaczego tak mówisz? Chcemy tylko twojego dobra. Ile masz lat? Osiemdziesiąt? Po co ci ul? Sprzedaj go i żyj spokojnie. Kupimy ci mieszkanie w mieście, gdzieś w cieple, ze wszystkimi nowoczesnymi udogodnieniami”. „
Mam tu już wygody” – powiedział ponuro Sawieli. „Mam las, rzekę i pszczoły. Co mi oferujesz w zamian? Skrzynkę w budynku, w której umrę z samotności?”
„Dziadku…”
„Cicho, Aliocho. Jesteś lekarzem. Uzdrawiasz ludzi. A teraz chcesz mnie uzdrowić swoimi słowami? Nie mogę ich przełknąć. Utknęły mi w gardle”.
Dimka siedział w milczeniu, mieszając łyżką w dłoniach.
Potem powiedział:
„Chętnie bym to wziął, dziadku, ale pracuję w zespole. Nie mogę. Miód wymaga codziennej opieki, a ja spędzam sześć miesięcy bez przerwy pracując na północy”. „
Wiem” – zgodził się Sawieli. „Byłeś taki jak dziecko. Zawsze chciałeś wyjechać. Gdziekolwiek, byle nie tutaj. Jak najdalej”.
Marina westchnęła.
„Dziadku, chętnie bym to wzięła. Ale mam dzieci, męża i jego służbę wojskową. Nie mogłabym dłużej mieszkać w lesie. Już się do tego nie przyzwyczaiłam”.

Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!

REKLAMA
REKLAMA