Derek roześmiał się i wziął słoik. Wieczko odskoczyło mu w dłoni natychmiast, bez żadnego wysiłku.
Po prostu patrzyłam na niego.
Spojrzał na słoik, potem na mnie, udając niewiniątko. „To było niefortunne”.
„Miałeś się męczyć.”
Westchnął teatralnie, zakręcił z powrotem pokrywkę i udawał, że próbuje ją wyrwać, a jego twarz teatralnie poczerwieniała z wysiłku.
Lily wybuchnęła śmiechem. „Już otworzyłeś!”
„Pomagam twojej matce emocjonalnie” – szepnął jej, jakby to była tajemnica.
Wyrwałam mu słoik z rąk. „Wynoś się z mojej kuchni”.
Pocałował mnie w policzek, mijając mnie. „Ja też cię kocham”.
To był Derek, w stu procentach. Ani razu nie próbował zostać nowym ojcem Lily i myślę, że właśnie dlatego pozwoliła mu stać się dla niej ważnym na własnych warunkach, w swoim własnym tempie. Kiedyś zapytała go, czy ślub ze mną oznacza, że musi nazywać go tatą.
Odłożył łyżkę do płatków, jakby pytanie zasługiwało na jego pełną uwagę. „Nie. Już miałaś tatę”.
Lily poważnie się nad tym zastanowiła, tak jak rozważała większość rzeczy. „Więc jak mam się do ciebie zwracać?”
„Derek jest w porządku. Wasza Wysokość również jest akceptowalna.”
Zmarszczyła nos. „Wykorzystam Dereka”.
„Brutalne” – powiedział, uśmiechając się.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






