Obtłuczony niebieski kubek, który podarowałam Richardowi z okazji naszej dziesiątej rocznicy, stał na kuchennym blacie, pełen zimnej, nietkniętej kawy. Spojrzał już na swój złoty zegarek, choć była dopiero ósma rano.
„Biuro regionalne domaga się większej synergii, Diane” – powiedział, stukając kciukiem w szkiełko zegarka. „To wyczerpujące, ciągle dźwigać zespół”.
„Potrzebujesz tylko wolnego weekendu” – powiedziałem, nalewając sobie nową kawę i odstawiając szklany dzbanek na palnik. „Możemy pojechać nad morze, zaczerpnąć świeżego powietrza”.
Odstawił kubek z głośnym kliknięciem, które rozległo się w cichej kuchni. „Myślę o całkowitym odejściu z firmy”.
Zatrzymałem kubek w połowie drogi do ust, patrząc na niego. „Masz na myśli wcześniejszą emeryturę?”
„Mam na myśli rzucenie” – powiedział beznamiętnym głosem. „Muszę inaczej wykorzystać swój czas, a to miejsce to ślepa uliczka”.
„Mamy jeszcze osiem lat do spłaty kredytu hipotecznego, Richardzie” – powiedziałem, odchrząkując.
„Znajdę inne sposoby na generowanie przypływu gotówki” – powiedział, sięgając po klucze na blacie. „Będzie dobrze”.
O drugiej po południu siedziałem przy stole w jadalni z naszymi rachunkami podatkowymi, próbując zbilansować kwartalny budżet domowy. Richard szedł korytarzem, niosąc swoją czarną, nylonową torbę sportową z rozpiętym suwakiem.
„Czy mógłby pan zerknąć na plan sieci, zanim pan wyjdzie?” – zapytałem, podnosząc żółty notes.
„Mam dziś pełen grafik” – powiedział, wrzucając do torby złożoną szarą koszulkę. „Nie mam teraz wystarczającej przepustowości, żeby korzystać z arkuszy kalkulacyjnych”.
„Wycena podatku od nieruchomości musi zostać zapłacona do piątku” – powiedziałem, stukając palcem wskazującym trzy razy w udo. „Musimy uzgodnić kwoty, zanim wypiszę czek”.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






