Niesamowite, ile znaczeń może nieść jedno słowo.
Proszę mi zaufać.
Uśmiechnąłem się.
“W porządku.”
Jej twarz się rozjaśniła.
“Dziękuję.”
Przytuliła mnie szybko, zanim którekolwiek z nas zdążyło zmienić zdanie.
Daniel się roześmiał.
„Myślę, że ten uścisk był głównie wyrazem zgody”.
“Wezmę to.”
Pracownik wręczył im jaskrawopomarańczowe kamizelki ratunkowe.
Liam sprawdził paski Mai, zanim zapiął swoje.
Weszli na ponton wraz z sześcioma innymi osobami.
Wyciągnąłem telefon.
“Spójrz tutaj.”
Oboje się odwrócili.
Maya uśmiechnęła się.
Liam pokazał kciuk w górę.
Zrobiłem zdjęcie w chwili, gdy statek zaczął odpływać od doku.
Łódka z bananem podskakiwała na złotej wodzie, a Maya śmiała się i machała do niej po raz ostatni.
Daniel objął mnie ramieniem.
“Dobrze ci poszło.”
„Prawie tego nie zrobiłem”.
“Ale tak zrobiłeś.”
Usiedliśmy wygodnie na leżakach.
„Zanim się obejrzysz, wrócą.”
Minęło piętnaście minut.
Powrócił kolejny statek bananowy.
Rodziny wysiadały ze śmiechem.
Żadna z nich nie była Mayą ani Liamem.
Zmarszczyłem brwi.
„Może wybrali dłuższą trasę”.
Daniel skinął głową.
“Jestem pewien, że to wszystko.”
Próbowałem mu wierzyć.
Minęło trzydzieści minut.
Niebo zmieniło kolor ze złotego na pomarańczowy.
Nadal nie ma po nich śladu.
Usiadłem.
„Czy to nie zajmuje trochę czasu?”
Daniel spojrzał w stronę wody.
“Trochę.”
Kolejny przejazd powrócił.
Różni pasażerowie.
Różne twarze.
Na plaży robiło się coraz ciszej, gdy rodziny wchodziły do środka na kolację.
Wstałem.
“Zapytam kogoś.”
Pracownik wypożyczalni podniósł wzrok, gdy podszedłem.
„Moja córka była na ostatnim bananowcu z chłopcem o imieniu Liam. Jeszcze nie wrócili.”
Zmarszczył brwi i zajrzał do schowka.
“Powinni byli.”
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!






