REKLAMA

W pokoju 412 miał przebywać umierający mężczyzna, który nie mógł słyszeć, mówić ani się ruszać

REKLAMA
W pokoju 412 miał przebywać umierający mężczyzna, który nie mógł słyszeć, mówić ani się ruszać
REKLAMA

„Czy on może się ruszać?”

“Trochę.”

„Czy on potrafi mówić?”

“Ledwie.”

„Kto wie?”

“Ja.”

„Więc posłuchaj uważnie, Claro Jenkins”. Jej głos stwardniał w sposób, który uświadomił mi, że jest córką Nicholasa Castellano. „Nie ufaj nikomu w tym szpitalu. Nie jedz niczego, co zostało w pobliżu. Nie jedź sama windą. Nie pozwól lekarzowi zrobić mu zastrzyku, jeśli osobiście nie sprawdzisz fiolki. A jeśli mężczyzna o imieniu Marco się do ciebie uśmiechnie, udawaj, że wierzysz w anioły i wyjdź z pokoju”.

Poczułem mrowienie na skórze.

„Musisz tu przyjść.”

„Nie mogę.”

“Dlaczego?”

„Bo mój ojciec zadbał o to, żeby nikt mnie nie znalazł. To dotyczy również mnie, żebym ja go znalazł.”

„To nie ma sensu.”

„Tak będzie.”

W linii zatrzeszczało.

Zanim zdążyłem zadać kolejne pytanie, Sofia rzekła: „Powiedz mu, że ten mały święty nadal ma pudełko zapałek”.

Po czym się rozłączyła.

Długo stałem na klatce schodowej, wsłuchując się w martwy dźwięk.

Kiedy wróciłem do pokoju 412, Nicholas już nie spał.

Powiedziałem mu dokładnie to, co powiedziała.

Na te słowa, mały święty, jego wyraz twarzy się zmienił. Poczuł ból, ale nie fizyczny.

„Ona żyje” – wyszeptał.

“Tak.”

Zamknął oczy.

Po raz pierwszy widziałem, jak Nicholas Castellano prawie się załamał.

Tylko prawie.

Wtedy drzwi się otworzyły.

Marco Castellano wszedł do środka niosąc kwiaty.

Był szerszy niż Nicholas, miał łagodniejszą szczękę, ciepłe brązowe oczy i żałobny wyraz twarzy tak wypolerowany, że można by go było kupić w sklepie jubilerskim. Miał na sobie grafitowy płaszcz nałożony na drogi garnitur, a jego złoty zegarek lśnił w szpitalnym świetle.

Zbyt szybko odsunąłem się od łóżka.

Marco zauważył.

Oczywiście, że zauważył.

„Clara, prawda?” powiedział.

Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!

REKLAMA
REKLAMA