Kiedy wypowiadał moje imię na głos, czułem się, jakby ktoś trzymał mnie za kark.
“Tak.”
„Ulubiona pielęgniarka mojego brata”.
Zmusiłam się do profesjonalnego uśmiechu. „Nie wiedziałam, że ma faworytów”.
Marco umieścił kwiaty w wazonie, w którym stały już świeże białe lilie.
„Och, Nicky zawsze miał ulubieńców. Kolekcjonował lojalność tak, jak inni mężczyźni kolekcjonują dzieła sztuki”. Pochylił się nad Nicholasem i pocałował go w czoło. „Nieprawdaż, bracie?”
Mikołaj się nie poruszył.
Marco przyglądał mu się.
Pokój zdawał się zwężać wokół jego wzroku.
Potem spojrzał na mnie. „Jakieś zmiany?”
“NIE.”
“Nic?”
„Nie, proszę pana.”
Jego uśmiech stał się szerszy.
Sir był właściwym wyborem. Mężczyźni tacy jak Marco lubili małe trony.
Powoli obszedł łóżko, przesuwając palcem po szynie. „Słyszałem, że wczoraj w nocy monitor szwankował”.
„Zakłócenia spowodowane burzą”.
„Dziwne. Sprzęt tutaj podobno jest najlepszy.”
„Tak. Burzy nie było.”
Marco zaśmiał się cicho.
Nie, nie zrobiłem.
Zatrzymał się obok mnie, na tyle blisko, że poczułem zapach jego wody kolońskiej.
„Wyglądasz na zmęczoną, Claro.”
„Nocne zmiany.”
„Powinieneś na siebie uważać. Ten pokój ma to do siebie, że połyka ludzi.”
Puls walił mi mocno w gardle.
Marco sięgnął do kieszeni płaszcza i wyciągnął małą białą kopertę.
„Za kłopot.”
Wpatrywałem się w to.
„Nie mogę przyjmować prezentów.”
„To nie jest dar. To wdzięczność.”
„Polityka szpitala”.
„Polityka szpitalna” – powtórzył rozbawiony. „Jakie to pocieszające”.
Wsunął kopertę do kieszeni mojego uniformu, zanim zdążyłam się odsunąć. Jego palce delikatnie, z rozmysłem musnęły materiał.
„Kup coś ładnego” – powiedział.
Potem pochylił się bliżej i ściszył głos.
Przeczytaj więcej, klikając przycisk ( DALEJ »» ) poniżej!





